Noc w muzeum

Przed nami coroczna Noc Muzeów. Już wyobrażam sobie te tłumy szturmujące polskie muzea, gdy napędzani medialną nagonką Polacy chcą odrobić cały rok muzealnych zaniedbań. Od razu przypomina mi się komedia, w której muzealne eksponaty ożywają nocą. Ciekawe o czym rozmawiałyby eksponaty z polskich muzeów po takim zmasowanym ataku turystów. Znajdujący się w Siedlcach Św. Franciszek namalowany przez El Greco raczej nie byłby w ekstazie. Słynna Dama z Gronostajem pewnie by się nie uśmiechała tak spokojnie. A dla postaci z gdańskiego obrazu Memlinga Sąd Ostateczny, byłby to naprawdę sądny dzień, a właściwie noc. Pewnie podobne odczucia miałyby najsłynniejsze dzieła europejskich i światowych muzeów, tyle że zmasowany atak turystów muszą przeżywać codziennie. Współczuję Giocondzie, która dzień w dzień musi z tym swoim uśmiechem znosić tłumy przechadzające się przed jej obliczem, a większość zwiedzających nawet nie tyle ogląda dzieło, co robi sobie selfie z Moną w tle. Gdyby genialny Leonardo wiedział, jak rozwinie się cywilizacja, pewnie namalowałby zgoła odmienny kaprys na jej twarzy. Są też jednak postaci i eksponaty, które muszą czuć się wspaniale. To ci mieszkańcy znakomitych muzeów, którzy są odwiedzani przez najbardziej ciekawskich widzów, dzieciaki. Kiedy oglądam zbiory najlepszych muzeów, zazdroszczę dzieciom z krajów, które te zbiory posiadają. Lekcje plastyki czy sztuki są tam naprawdę kapitalne. Grupka uczniów idzie po prostu do galerii, siada przed znanym obrazem, nauczycielka opowiada historię dzieła, omawia symbolikę, dyskutuje z uczniami. Ileż bym dał, abym za czasów mojej nauki mógł oglądać te dzieła na żywo zamiast na smutnych, czarno-białych reprodukcjach w książce do plastyki. Dlatego podczas podróży nigdy nie omijam żadnego muzeum ani galerii, a jeśli widzę obraz albo eksponat, o którym się uczyłem dawno temu w siermiężnych czasach, w końcu mogę podziwiać jego piękno na żywo i w kolorze. Dlatego zwiedzajmy muzea nie tylko od święta, ale przez cały rok!