Dzieci rodzą się wszędzie

Chyba oszalałeś, żeby zabierać małe dziecko w góry! – tak mówili rodzice znajomego, który chciał pojechać z małą córką w Tatry. A co, tam nie rodzą się dzieci? – odpowiadał rozbawiony, jakby naturalnym środowiskiem dziecka był domowy inkubator. Dziś córka jest pannicą, która towarzyszy tacie we wszelkich wyprawach. Zresztą często rodzice, a przeważnie dziadkowie, są przewrażliwieni na punkcie pociech. No dobrze, wiadomo, że chodzi im o dobro dziecka, ale czasem dla tego dobra, lepiej zabrać dzieci w podróż niż zostawiać pod czyjąś opieką. Tu szkoły podróżowania są oczywiście dwie i każdy ma swoje argumenty. Niektórzy uważają, że lepiej dzieci zostawić u dziadków, gdy wybieramy się na miesiąc do Chin, przecież i tak są za małe, żeby cokolwiek zapamiętać z podróży. Ja uważam, że lepiej dzieci zabrać ze sobą. Jasne, nie mówimy tu o noworodku, który w tropikach może być narażony na choroby, a podróż na pewno będzie uciążliwa i dla niego, i dla rodziców. Ale widziałem na szlaku mnóstwo rodziców z dziećmi, często bardzo małymi, i wszyscy radzili sobie wyśmienicie. Co ciekawe, dzieci znosiły podróż nawet lżej niż rodzice. Niesamowicie było obserwować, jak takie szkraby odkrywają świat, uczą się nowych rzeczy, fascynują się, a wszystko to z dziecięcą odwagą, szczerością i bez uprzedzeń. Dzieciaki mają niesamowitą łatwość nawiązywania kontaktów, bardzo szybko potrafią zaprzyjaźnić się z innymi dzieciakami i w sobie tylko znanym dziecięcym języku porozumiewać się bez uprzedzeń, zupełnie inaczej niż dorośli. A czy percepcja małego dziecka jest zbyt słabo rozwinięta, żeby zapamiętało coś z podróży? Myślę, że nie, że wiele „ujęć” z podróży zostaje na zawsze w pamięci, a podróż w tak młodym wieku kształtuje późniejszego świetnego dorosłego człowieka, tolerancyjnego, otwartego i bez uprzedzeń. I taki dorosły nie musi się uczyć być światowcem, bo gen podróży zaszczepili mu rodzice, zabierając w podróż. Zatem nie ma się co bać zabierać pociechy w trasę, przecież dzieci rodzą się wszędzie.