Patchwork zwany Londynem

Tradycyjny i nowoczesny, hermetyczny i otwarty, kosmopolityczny i pospolity, piękny i paskudny, przyjazny i niebezpieczny. Londyn jest jak gigantyczny patchwork. Zszyty z rozmaitych materiałów. Luksus, przeciętność i tandeta stykają się tu niczym skrawki kosztownego jedwabiu z praktyczną bawełną i tanim poliestrem. Przeciwieństwa łączą, tworząc wielobarwny, różnorodny i fascynujący twór.

Kiedy człowiek jest zmęczony Londynem to znaczy, że jest zmęczony życiem.*

Szkoła, Stajnia, Ziemia

Holland Park Avenue. Aleja obsadzona platanami. Biała szeregowa zabudowa w stylu wiktoriańskim. Rozczłonkowane fasady. Czarne linie balustrad. W oknach srebrne świeczniki i zadbane kwiaty. Zieleń ogrodów. Na ulicy ciąg czarnych taksówek. Wszystkie zajęte. Patiseria. Kawiarnia. Kiosk z prasą. Te już otwarte. Księgarnia. Agencja nieruchomości. Salon Spa. Sklep z winami. Czysto. Przyjemnie. Dostatnio. Na chodnikach turkoczą hulajnogi. Za chwilę zaczną się lekcje. Dziewczynki w granatowych mundurkach mają białe kołnierzyki, chłopcy do krótkich spodenek noszą podkolanówki. Mężczyzna w tweedowej marynarce zatrzymał się przed kioskiem z gazetami. W jego butach można się przejrzeć. Kobieta w stroju do biegania zmierza w stronę Holland Parku. Nastawia stoper. Jest ósma rano.

Kensington. Obok Chelsea – najlepszy adres w Londynie. Książęca para Kate i William oraz Beckhamowie to tylko jedni z wielu znanych i zamożnych mieszkańców tej części miasta. Na tyłach reprezentacyjnych kamienic skrywających luksusowe apartamenty – niewielka brukowana uliczka. Holland Park Mews. Wejście pod arkadą. Cisza. Wzdłuż, po obu stronach, piętrowe szeregowe domki. Skrzynki z kwiatami, drzewka w donicach. Na dole garaże, rzędy stromych schodów do drzwi wejściowych. Dawne stajnie. Ukryte a jednocześnie łatwo dostępne dla ich właścicieli – bogatych Londyńczyków zamieszkujących okazałe frontowe rezydencje. Kiedy na ulicach Londynu pojawiły się samochody, stajnie zaczęto przerabiać na garaże. Dawne lokale koniuszych nad nimi zamieniano w stylowe mieszkania. Na dachach urządzono ogrody.

Dom w Londynie.
Dwa światy. Kamienica w okolicach Regent’s Parku. Front.
Dom w Londynie.
Dwa światy. Kamienica w okolicach Regent’s Park. Tył.

Mews house z dwoma sypialniami na sprzedaż. Holland Park Mews. London, W11. 2 599 950 funtów. Freehold.**

Freehold lub leasehold – to dwa typy własności nieruchomości w Wielkiej Brytanii. Kupujący nieruchomość z freehold staje się właścicielem nie tylko samego budynku, ale również ziemi, na której ona stoi. W przypadku leasehold – nabywa prawo do nieruchomości, ale już nie do ziemi pod nią, innymi słowy kupuje tylko prawo do używania tej nieruchomości przez jakiś określony czas. Na ogół 99 lub 999 lat!

Piekło, Metro, Rura

Zejście na stację metra Bank to jak zstąpienie do piekieł. Taśmy ruchomych schodów, które zdają się nie mieć końca z łoskotem wiodą w podziemną otchłań. Labirynt przejść i korytarzy. Klaustrofobiczne wąskie tunele. Tumult, tłok. Na stację Hampstead znajdującą się prawie 60 metrów pod ziemią dostać się można tylko windą. Upchani jak sardynki w puszce. Na dole uderza zatęchłe powietrze. 73 razy bardziej zanieczyszczone niż na poziomie ulicy (20-minutowa podróż metrem jest zdaniem naukowców jak wypalenie jednego papierosa). Gorące i wilgotne. Na termometrach 10 stopni więcej niż na zewnątrz.

Jubilee line na trasie Centrum – Canary Wharf w godzinach porannego szczytu. W środku wagonów jest czarno-biało. Czarne są garnitury, buty i torby na laptopy, białe kołnierzyki koszul i smartfony w rękach. Armia pracowników biur na Canary Wharf – drugiego obok City biznesowego centrum Londynu – jedzie do pracy. Ścisk i duchota. Codzienność londyńskiego metra zwanego potocznie The Tube – tuba albo rura.

Londyn. Canary Wharf.
Canary Wharf wyrosło na terenach dawnych doków nad Tamizą.

11 linii, 270 stacji, 402 km. tras. Londyńskie metro jest jednym z największych na świecie. Jest też najstarsze. Działa od 1863 roku. W czasie II wojny światowej wiele stacji pełniło rolę schronów przeciwlotniczych, niektóre zamieniono na biura rządowe. Tunele Central Line przekształcono w fabrykę myśliwców, a w korytarzach linii Piccadilly ukrywano skarby z British Museum! Z metra w Londynie korzysta codziennie ponad 3 miliony ludzi! Każdego dnia ponad 1000 z nich zostawia lub gubi w wagonach swoje rzeczy. Każdego roku ponad 100 samobójców ginie tu pod kołami pociągów.

Klucz, Ogród, Płot

Królewskie, publiczne, komunalne i te całkiem prywatne. Na dachach i tarasach. Ogromne i miniaturowe. Londyn jest miastem ogrodów. Mecklenburgh Square. Leniwe przedpołudnie. Klucz do bramki dostępny tylko dla rezydentów pobliskiego Goodenough College. Parkan porastają bluszcze. Stare rozłożyste platany rzucają cień na kort do tenisa. Alejka okalająca duży zadbany trawnik świetnie nadaje się do biegania. Jest też drewniany plac zabaw dla dzieci i sporo ławek, idealnych do czytania. Spokój, cisza, chłód, choć to samo serce Londynu. Historyczna dzielnica Bloomsbury. Przy sąsiednim Gordon Square, w kamienicy pod numerem 46 artyści i intelektualiści skupieni wokół Virginii Wolf zmieniali angielską obyczajowość, a ekonomista John Maynard Keynes tworzył podstawy współczesnej ekonomii. Nieopodal Uniwersytet Londyński i British Museum.

Londyn. St. James's Park.
Leżaki do wynajęcia to częsty widok w londyńskich parkach.

Naturalny. Krajobrazowy. Romantyczny. Tajemniczy. Oto synonimy angielskiego ogrodu. I kwintesencja jego stylu. Nie ma w nim miejsca na równe grządki, geometryczne klomby i szpalery równo przystrzyżonych żywopłotów. Są za to rozległe trawniki i malownicze łąki, ścieżki prowadzące w nieznane, tajemnicze zaułki, zacienione ławki zachęcające do odpoczynku. Fenomen angielskiego ogrodu tkwi w pozornej sprzeczności. Starannie planowany i pielęgnowany przez człowieka wydaje się być dziełem samej natury. Bo ogród to kawałek raju na ziemi. Wspaniale, jeśli okala dom. Ale równie dobrze może mieścić się na balkonie albo i w jednej doniczce.

– Wszędzie w okolicy są tajemnicze ogrody. Jak małe wioski.
– Wejdźmy!
– Nie można, są prywatne. Tylko dla ludzi mieszkających na ich obrzeżach.
– Przestrzegasz takich reguł?***

W jednej ze scen kultowego „londyńskiego” filmu „Notting Hill”, bohaterowie grani przez Julię Roberts i Hugh Granta przeskakują w nocy przez płot, żeby dostać się do prywatnego ogrodu. Raz jeden w roku prywatne ogrody Londynu otwierają się dla szerokiej publiczności. Najbliższa okazja 17 i 18 czerwca.

Giełda, Torba, Trawa

Około południa okolice katedry św. Pawła w londyńskim City to jeszcze całkiem spokojne miejsce. Co innego w siedzibach banków i instytucji finansowych. Praca wre. Ciśnienie o mało nie rozsadzi szklanych fasad biurowców. Analitycy wpatrzeni w kursy walut. Ważą się losy kolejnej spółki. Indeksy giełdowe szybują w górę a czasami lecą na łeb na szyję. Telefony maklerów rozgrzane do czerwoności. Spekulanci kalkulują. Znów ktoś coś zyska, a inny straci. 13.00. Lunch time! Ludzie wylegają z biur i rozsypują się po okolicy niczym zerwane ze sznurka korale. Poluzowują krawaty, zrzucają marynarki. Stoliki w restauracjach rozchodzą się w minutę. Kolejki po jedzenie „take away”. W papierowych torbach lądują styropianowe kubki z zupami, pudełka sushi, pojemniki z makaronem albo sałatą, zimne kanapki, ciepłe wrapy. Kto się przygotował wyciąga własne lunch boxy. Ławki, schody, postumenty, krawężniki, murki, cokoły – wszystko, na czym da się usiąść znajdzie swojego amatora. Zielone otoczenie katedry św. Pawła wypełnione. Na trawniku wprawdzie trzeba uważać na garsonkę, nie wypaplać bluzki kurczakiem teryaki albo Boże chroń, nie wylać kawy na służbowy telefon, ale za to jak miło poleżeć, zamiast trzymać fason przy stole.

Londyn. Leadenhall Market.
Wiktoriański Leadenhall Market to popularne wśród pracowników City miejsce spotkań na lunch.

Pobliski ogród Chris Church Greyfrias przesiąknięty mieszaniną zapachów świeżych ziół rosnących na rabatach i curry z indyjskiego jedzenia na wynos. Tu można zjeść już nie tylko pod kościołem, ale wręcz w samym kościele. Zieleniec urządzono w środku zniszczonej podczas II Wojny Światowej dawnej świątyni projektu Sir Christophera Wrena – twórcy pobliskiej katedry.

Ten mur został wzniesiony w 2001 roku przez Merrill Lynch i British Telecommunications PLC jako część krajobrazu Ogrodu Christ Church Greyfrias. Jest na linii wschodniej ściany kościoła Sir Christophera Wrena wybudowanego w latach 1677-1704.****

Merrill Lynch i Lheman Brothers – nazwy amerykańskich banków inwestycyjnych już zawsze kojarzyć się będą z największym światowym kryzysem finansowym po 1930 r. Początkiem kryzysu był upadek Lehman Brothers w 2008 r. Bankrut Merrilll Lynch, dzięki wsparci finansowemu i przejęciu przez Bank of America – przetrwał. Obecnie jako Bank of America Merrill Lynch ma swoją europejską kwaterę, tuż obok Christ Church Greyfrias Garden. Wskutek kryzysu pracę w londyńskim City straciło kilkadziesiąt tysięcy pracowników.

Sztuka, Kawa, Rzeka

Kawiarnia na szóstym piętrze Tate Modern – galerii urządzonej w dawnej elektrowni na Bankside. Na piętrach poniżej sztuka współczesna i nowoczesna. Multiplikacje Warhola, mobile Cadlera, action painting Pollocka. Magazyn technik, koncepcji i programów. Bezgranicznej wyobraźni i błysków geniuszu. Gigantyczna hala, w której niegdyś pracowały turbiny, dziś jest artystycznym poligonem. Twórcy z całego świata marzą o zrealizowaniu tu swojego projektu. Zwiedzający z całego świata marzą o kawie. Jest szesnasta. Popołudniowy zgon. Na szóstym piętrze, wzdłuż przeszklonej ściany ciągnie się wąski długi stolik z wysokimi krzesłami. Siedzisz przy nim niemalże przylepionym do szyby, jest ciasno i głośno i w dodatku co chwila ktoś dopytuje „excuse me, have you finished”? Ale za to jaki stamtąd widok! Okno niczym loża w teatrze: po prawej wysokościowce City, ramiona żurawi, nitka Milenium Bridge. Na wprost dominująca bryła katedry św. Pawła z gigantyczną kopułą. W dole, jakby w zwolnionym tempie, rozgrywa się rzeczny spektakl: suną ciężkie barki, migają kolorowe chorągiewki statków wycieczkowych, czasami taflę wody przetnie motorówka. Na moście łączącym dwa brzegi i dwa londyńskie symbole: klasyczną katedrę i nowoczesną galerię – niekończący się strumień ludzi.

Projektantem budynku elektrowni Bankside był Sir Giles Gilbert Scott, autor słynnej londyńskiej budki telefonicznej. Budowana w latach 1947-63 elektrownia miała być w złożeniu architekta „katedrą” czystej energii i korespondować z wnoszącą się na przeciwległym brzegu rzeki – katedrą św. Pawła. Charakterystyczny, czworoboczny komin elektrowni został zbudowany tak, by jego wysokość (99 m.) nie przewyższała wysokości kopuły wieńczącej katedrę (114m.).

Londyn. Budka telefoniczna.
Czerwona budka telefoniczna – jeden z symboli Londynu.

Walec, Chodnik, Człowiek

“Słodki odór nargili, kuskusu, kebabu, spalin autobusów w korkach. 98, 16, 32, tylko miejsca stojące – szybciej byłoby na piechotę! (…) Polska gazeta, turecka gazeta, arabska, irlandzka, francuska, rosyjska, hiszpańska, „News of the world”.*****

Na handlowych ulicach Londynu: Oxford Street czy Regent Street – tłumy suną niczym walec gotowy rozjechać tych, co nieopatrznie przystaną, żeby obejrzeć jakąś sklepową witrynę albo zawiązać sznurówkę. Jak już raz wpadniesz do tej przetaczającej się masy, to wręcz trudno się z niej wydobyć, najlepiej podążać z prądem, gorzej, jeśli akurat musisz gdzieś skręcić, albo nie daj Boże zawrócić. Jest późne popołudnie. Apogeum.

Londyn. Piccadilly Circus.
Piccadilly Circus – serce Londynu.

Jeśli spojrzeć z poziomu chodnika, tysiące stóp idzie, krzyżuje się, depcze, szura, biegnie. Aż cud, że ten chodnik jeszcze istnieje. Szpilki, mokasyny, adidasy, sandały, kozaki, glany, espadryle, japonki, martensy, czółenka, sztyblety, tenisówki… Istny obuwniczy. Nieco powyżej: rurki lub dzwony, kuloty albo cygaretki, spódnice i sukienki. W wpół uda, do kostki, za i przed kolano, ołówkowe, w trapez, z koła, w falbany. Spojrzenie od góry: afro, dredy, łysiny, irokezy, treski, ondulacje, boby, jeże, fale, warkocze, ogony. Błyszczą ćwieki i kolczyki, pobrzękują bransoletki i wisiory. Tatuaże: na plecach, szyi, ramieniu, dłoni. Przeciwsłoneczne okulary, kapelusze, czapki z daszkiem i bez, chusty i hidżaby. Trend i klasyka, ekstrawagancja i prostota, przepych i skromność, unifikacja i indywidualizm, tandeta i szyk, zwyczajność i egzotyka. Pełnia wszystkiego.

Piękność w sari, mężczyzna w dżelabie, punkrockowa młodzież, dziecko-kwiat, bankier w garniturze, dziewczynka w szkolnym mundurku, dama w kapeluszu, skośnookie dziewczęta, pryszczaci chłopcy, staruszek z laską, blondynka z laptopem, matka z dzieckiem, para z pieskiem. Londyńska ulica. Różne rasy, kolory, religie, kultury i style.

W Londynie mieszka ponad 8 milionów ludzi. Co trzeci mieszkaniec stolicy Wielkiej Brytanii urodził się poza jej granicami. Na Oxford Street dziennie przewija się 600 tys. osób. Stopy człowieka w ciągu dnia wykonują średnio od 8 do 10 tys. kroków, przechodząc 8 kilometrów. W ciągu trzech dni stopy przeciętnej osoby przenoszą ciężar ponad 7 tys. ton co odpowiada masie Wieży Eiffla!

Wok, Kot, Klub

Wieczór. Serce Soho. Chińska dzielnica. Rozświetlona. Zmysłowa. Czerwone lampiony kołyszą się nad przechodniami. Czy to jeszcze Londyn, czy już Pekin? Przegląd kuchni azjatyckiej – restauracja chińska, wietnamska, koreańska, japońska, tajska, indyjska. Drobni kucharze pokrzykując na kelnerów z wprawą siekają zieleninę i zawijają sajgonki. Jest gwarno. Skwierczy rozgrzany tłuszcz w wokach. Aromat gotowanych na parze pierożków miesza się z zapachem przysmażanej wieprzowiny. Surowa ryba konkuruje z pieczoną kaczką, sypie się ryż, wije makaron. Ze sklepowych witryn machają przyjaźnie łapkami figurki złotych kotków. To maneki-neko – popularne w Chinach, Japonii i Tajlandii talizmany mające przynosić szczęście w interesach. W Londynie interes się kręci równie intensywnie co ludzie, którzy tłumnie przybyli tu na wieczorne imprezy. Hałaśliwe gromady młodych Brytyjczyków i barwnej młodzieży ze wszystkich stron świata. Dalecy od umiaru i grzeczności. Roześmiane dziewczyny. Gołe nogi, odkryte ramiona, nie ważne, że siąpi albo temperatura bliższa zeru. Mocne makijaże. Połyskujące, skąpe stroje. Grupy kumpli, już na lekkim rauszu. Pary damsko-męskie i tej samej płci. Ciągną od strony stacji metra przy Leicester Square wgłąb Soho, do klubów: na parkiet, na piwo, na drinka, na szybki numer w toalecie. Jest noc. I młodość. I zabawa! Londyn nie idzie spać.

Londyn. Chinatown.
Londyńska Chinatown.

Według The Great British Bedtime Report przeprowadzonego przez The Sleep Council w 2013 r. 70% Brytyjczyków śpi mniej niż 7 godzin na dobę, a co trzeci przesypia nie więcej niż 5-6 godzin. Jak donosi organizacja Streets of London, na ulicach angielskiej stolicy nocuje 8 tys. bezdomnych.

*Słowa przypisywane angielskiemu pisarzowi Samuelowi Johnsonowi.
**Ogłoszenie z londyńskiego biura nieruchomości.
***Dialog z filmu „Notting Hill” w reżyserii Rogera Michella.
****Napis na tablicy fundacyjnej ogrodzenia ogrodu Chris Church Greyfrias.
*****Zadie Smith, „Londyn NW”.

0 88 100 1

Ruch, Energia, Atrakcja

Londyn to ruch. Dzianie się. Energia. Coś, co uderza, niemalże fizycznie, podnosi ciśnienie, mobilizuje, aktywizuje. To miasto jest jedną wielką, gigantyczną wręcz atrakcją pełną znamienitych muzeów, cudów architektury i pomników kultury, a w dodatku pełną małych zakamarków, z których każdy zasługuje na miano najfajniejszego miejsca w mieście. Świetny adres zarówno dla miłośników sztuki i gastronomicznych eksperymentatorów, imprezowiczów i pracoholików, wielbicieli ogrodów i zakupów, jak i fanów futbolu czy muzyki. Dla każdego, kto lubi wielkie kosmopolityczne miasta, a w szczególności dla tych co w tłumie czują się niczym ryba w wodzie.

88.555555555556%
Średnia ocena
  • Zwiedzanie
    100%
  • Atmosfera
    90%
  • Gastronomia
    93%
  • Zakupy
    95%
  • Rozrywki
    94%
  • Życie nocne
    95%
  • Ogrody
    97%
  • Transport
    68%
  • Bezpieczeństwo
    65%