Budapeszt jak przybrudzona suknia

Nie wiedzieć, czy to pod rządami skrajnych konserwatystów, czy z powodu kryzysu gospodarczego, Węgry już tak nie błyszczą jak niegdyś, a zabytkowa stolica, wydaje się przybrudzona, zaniedbana i pozbawiona smaku jak przeżuta węgierska guma kulka. Dwudniowy wypad do Budapesztu nie powalił mnie więc na kolana, chociaż wydawałoby się, że stolica Węgier to cud, miód, tokaj i chałwa. Ale nie, Budapeszt mnie rozczarował, chociaż zapowiadało się zgoła inaczej.

Remont pod parlamentem
Remont na budapesztańskiej ulicy, w tle budynek parlamentu.

Parę ładnych lat wcześniej, kiedy przejeżdżałem przez Budapeszt, wracając z Chorwacji, miasto mnie po prostu zauroczyło, szczególnie po tym obrazie nędzy i rozpaczy, który widziałem dwa tygodnie wcześniej nad Balatonem. Szerokie ulice, piękne kamienice, uśmiechnięci ludzie. Nie wiem czy wtedy nie przyjrzałem się zbytnio, zajęty prowadzeniem auta, czy może urody budapesztańskim, skąpanym w zachodzącym, wrześniowym w słońcu trotuarom dodał tkwiący gdzieś z tyłu mojej głowy stereotyp o tabunach aktorek porno biegających po ulicach Budapesztu. W końcu miano światowej stolicy filmów dla dorosłych zobowiązuje. Ale kiedy przyjrzałem się tym wspaniałym trotuarom z bliska, cały blask poprzedniego zauroczenia gdzieś prysł i na nic zdały się erotyczne fantazje. Ot, miasto, brudne i zaniedbane, i jakieś zupełnie puste.

Branża porno stanowi aż 0,5 proc. węgierskiego PKB, plasując ten kraj na trzecim miejscu niezbyt chlubnego rankingu największych producentów porno za Stanami Zjednoczonymi i Czechami. Ojcem sukcesu węgierskiego porno jest György Gattyán, najbogatszy obecnie  Węgier z majątkiem szacowanym na 5,6 mld euro. Wykorzystał on otwarcie Węgier po przemianach w Europie Wschodniej pod koniec lat 80-tych, budując swoje wielkie imperium na popycie na erotyczne treści uciśnionych dotąd przez cenzurę Węgrów. Popyt ten był tak duży, że Węgry w 1989 roku jako pierwszy kraj byłego bloku wschodniego doczekały się swojej edycji magazynu Playboy (Polska w 1992 roku).

Płynie Dunaj, płynie

Nic to, skoro już się przytrafił taki przystanek w drodze na Bałkany, to trzeba było to wykorzystać. Ruszyłem więc szlakiem najbardziej popularnych miejsc stolicy Węgier, kierując się na Most Łańcuchowy. I tu pierwsze rozczarowanie: cudowny Dunaj toczy swoje modre wody przez oklapnięty Budapeszt (w przeciwieństwie do majestatycznego Wiednia), ale zbliżyć się do rzeki, to jak pójść nad Wisłę w Warszawie. Kurz (a po ulewie zapewne błoto), syf i ogólny nieład. Jak można tak odstraszać turystów (i mieszkańców) od pięknej rzeki? No widać można, a przywołując znowu przykład Wisły, powiedzenie „Polak, Węgier, dwa bratanki” nabiera nowego sensu. Trochę lepiej sytuacja ma się po drugiej stronie rzeki, w Budzie. I chociaż nabrzeże jest uporządkowane, to ciągnący się kilometrami betonowy bulwar jakoś nie tętni życiem, a pobliskie Stare Miasto świeci pustkami. Trochę ludzi kręci się po zaniedbanej górze Gellerta, skąd jest dość ładny widok na most i majaczący w oddali budynek parlamentu. Po drodze można wypić piwo w jednej z restauracji na barce, czy w którymś z pubów po tej stronie rzeki, ale z braku większych atrakcji lepiej wracać do Pesztu, unikając zasikanych przejść podziemnych przy mostach. Po drodze rzut oka na mijane Wzgórze Zamkowe, potem na Wyspę św. Małgorzaty i kierunek parlament. Niestety dojście było w remoncie, więc omijając wyrwy w chodnikach skierowałem swoje kroki ku jednej z najbardziej reklamowanych atrakcji Budapesztu, restauracjom!

Dunaj
Widok na Pest i Most Széchenyiego.

Słynna węgierska kuchnia

Niestety, znaleźć w Budapeszcie restaurację z oryginalną węgierską kuchnią, to zadanie co najmniej tak karkołomne, jak iść pieszo na budapesztańskie lotnisko. W Budapeszcie można chyba spróbować każdej kuchni tej części Europy, pod warunkiem, że to kuchnia turecka. Dokładnie tak, budek z kebabami w Budapeszcie jest prawie tyle samo, co na deptaku w Rzeszowie. Niepocieszony, głodny i rozczarowany miastem, jedną z ulubionych atrakcji w podróży, czyli jedzonko, musiałem zapewnić sobie w apartamencie z półproduktów zdobytych w pobliskim sklepie. Na nic zdała się druga szansa dana miastu Madziarów następnego dnia pobytu. Wrażenia już nie poprawiła ani gigantyczna katedra św. Stefana, ani malutki pomnik Ronalda Reagana na placu Wolności. Snując się smętnymi i pustymi ulicami centrum węgierskiej stolicy, żegnałem miasto, które tylko przygnębia.

Kościoły Budapesztu
Budapeszt może się poszczycić przepięknymi zabytkami, np. barokowymi kościołami.

A może nie? Może jednak Budapeszt ma o wiele więcej do zaoferowania, tylko trzeba dać mu drugą szansę? Może ta pierwsza wizyta była zbyt krótka, żeby Budapeszt się spodobał? A z drugiej strony, pierwsze wrażenie ma to do siebie, że jest pierwsze i nie da się go powtórzyć, więc drugi raz do wielu miejsc już nie wrócę. Ale chyba wrócę kiedyś do Budapesztu, na spokojnie dam mu parę dni, a potem zobaczymy, czy stolica Węgier będzie musiała ponownie zagościć na łamach niniejszego bloga.

Galeria

0 57 100 1

Jak oceniam Budapeszt

Stolica Węgier bardzo rozczarowuje zaniedbaniem, brakiem klimatu, pustkami, kiepskim wykorzystaniem naturalnych atrakcji, jak Dunaj. Poza tym panuje tam ogólny bałagan. Zobaczcie, jak oceniam poszczególne obszary interesujące z punktu widzenia turysty.

57.142857142857%
Średnia ocena
  • Zabytki
    80%
  • Ludzie
    30%
  • Jedzenie
    20%
  • Czystość
    30%
  • Bezpieczeństwo
    80%
  • Transport
    80%
  • Noclegi
    80%

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.