Kostaryka zachwyca przyrodą i spokojem

Jeśli o Panamie mówi się, że jest najlepszym miejscem na emeryturę Amerykanów, to o Kostaryce można powiedzieć, że jest najlepszym miejscem w Ameryce Łacińskiej do odwiedzenia przez Europejczyka. Przyzwoite ceny, niskie ubóstwo, brak konfliktów zbrojnych, ba, nawet brak armii. To wszystko przyciąga turystów do spokojnej Kostaryki. Jednak przede wszystkim Kostaryka słynie z przepięknej przyrody, która jest dobrze chroniona i zadbana dzięki programom rządowym. Kostarykanie po prostu wiedzą, co jest ich największym bogactwem i bardzo o ten skarb dbają.

Kostaryka przez dziurawy most

Kostarykę zdobyłem od strony Panamy. Wcześniej byłem na przereklamowanym, panamskim archipelagu Bocas del Toro. Plusem tego miejsca była bliskość granicy z Kostaryką i przejście graniczne w miejscowości Sixaola nad rzeką Panama. Oczywiście jak na kraje trzeciego świata przystało, przejście niewiele było podobne do tych, które znamy choćby z naszej wschodniej granicy. Rozgardiasz, bałagan, niemiłosierne kolejki, skomplikowane procedury, tłumy pieszych z jakimiś tobołami i garstka turystów żądnych wrażeń z kostarykańskiej ziemi. Po dość długim oczekiwaniu w kolejce do odprawy, w końcu udałem się na drugą stronę rzeki. Most graniczny nie jest tam w najlepszym stanie i przepustowość tego przejścia nie jest zbyt duża, a ruch graniczny znaczny, szczególnie, że most jest chyba pieszo-kolejowy, o czym świadczą tory biegnące po środku. Po drugiej stronie mostu znowu czekały mnie kolejne procedury, jakieś opłaty, kupowanie znaczków, które trzeba było wkleić do paszportu. Wszystko to wyglądało jakoś mało profesjonalnie, można było odnieść wrażenie, że te znaczki, to jakaś próba łapówkarska. Koniec końców, znalazłem się na terenie Kostaryki, ale dalej nadal nie było łatwo i przyjemnie, bo wydostanie się z Sixaoli autobusem oznaczało kolejne koczowanie na dworcu w niezbyt miłych okolicznościach lokalnego folkloru. Zdecydowałem się na taksówkę do miejscowości Puerto Viejo de Talamanca i to był dobry wybór. Szybko, sprawnie, w klimatyzacji, podziwiając ciągnące się aż po horyzont plantacje bananów. Jeśli czytając ten tekst zajadacie pysznego banana, zapewne z naklejką największego dystrybutora tych owoców, czyli z logo Chiquita, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem może to być banan z plantacji w Kostaryce.

Kostaryka, przejście graniczne
Most na rzece Panama, będący granicą między Panamą a Kostaryką.

Puerto Viejo de Talamanca chociaż jest dość popularną miejscowością wypoczynkową, nie zachwyciło mnie za bardzo. Co prawda można stąd dostać się do parku narodowego Cahuita, który był celem mojej wyprawy, ale postanowiłem pojechać busem jeszcze 15 km dalej do miejscowości Cahuita, skąd można wejść do parku.

Przyroda Kostaryki oczarowuje

Parki narodowe zajmują 14 proc. powierzchni Kostaryki, a krajobrazowe 27 proc. Już te liczby mogą mówić wiele o tym, że Kostaryka to raj dla wielbicieli przyrody.

Początek ścieżki prowadzącej przez park Cahuita
Kostaryka, Cahuita

W Kostaryce znajduje się aż 160 obszarów wyłączonych z przemysłu i przeznaczonych wyłącznie na ochronę przyrody, a więc parki narodowe i krajobrazowe. Samych parków narodowych jest 27. Kostaryka to przede wszystkim znakomite miejsce dla wielbicieli podglądania życia ptaków, kraj zamieszkuje aż 850 gatunków ptaków! A jeśli dodać do tego 220 gatunków różnych płazów i gadów, ponad 200 gatunków ssaków i 35 tysięcy gatunków owadów, to Kostaryka jawi się Europejczykowi jako wielkie zoo. Pod wodą wybrzeży Kostaryki żyje 35 gatunków koralowców, prawie 300 gatunków ryb i skorupiaków, na plażach zarówno atlantyckich, jak i Oceanu Spokojnego, jaja składają żółwie morskie, w tym zagrożony gatunek żółwia szylkretowego. Będąc w Kostaryce można być pewnym ujrzenia tukana, wielkiego błękitnego motyla Morpho, małpy, leniwca, czy wielkich mrówek tnących liście. A przy odrobinie szczęścia zobaczyć można nawet sprytnie ukrywającego się w wodzie kajmana.

Park Narodowy Cahuita, leżący na wybrzeżu karaibskim w tzw. strefie ochrony La Amistad, jest jednym z tych, do których można wejść za darmo. Trzeba zaznaczyć, że wstęp do parków Kostaryki jest dość kosztowny, dla turysty to wydatek rzędu 8-10 dolarów. W Cahuita wystarczy zostawić datek na funkcjonowanie parku, a jeśli uśmiechniemy się do strażnika parkowego, to z chęcią pokaże on nam egzotyczne zwierzęta, których za skarby nie wypatrzylibyśmy samodzielnie w gąszczu tropikalnego lasu. Przy okazji warto wziąć to pod uwagę podczas wędrówki przez park, a zwłaszcza na pikniku, bo wiele z gatunków zwierząt występujących na tym terenie są gatunkami groźnymi dla człowieka, a potrafiącymi doskonale maskować się w otaczającej roślinności. Spójrzcie choćby na tego kraba! Widzicie kraba, prawda? Na szczęście ten mieszkaniec parku nie jest groźny dla człowieka.

Kostaryka, Cahuita
W parku swój dom ma mnóstwo gatunków krabów. Ten się bardzo dobrze zamaskował.

Przy wejściu do parku znajduje się punkt informacyjny, to tam można zostawić datek i nie ma się co wstydzić pozostawienia choćby dolara. Dla turysty to będzie duża oszczędność, a władze parku podziękują za każdy grosz. Już przy samym wejściu na szlak można doznać prawdziwego szoku, jeśli chodzi o bogactwo fauny i flory. Strażnik parkowy, który na chwilę oderwał się od swoich spraw, wskazał ukrytego w sadzawce kajmana, kawałek dalej wygrzewającego się w słońcu węża, a na drzewie dobrze ukrytego legwana. Ale nawet bez pomocy strażnika, egzotyczne stworzenia w parku są widoczne na każdym kroku, odnosi się wrażenie, że zwiedzamy ogród zoologiczny i że właśnie w tym miejscu nagromadzenie tych stworzeń jest wyjątkowo duże. Pod nogami w poprzek ścieżki maszerowały wielkie mrówki dźwigając jeszcze większe kawałki liści. Niesamowite wrażenie, z daleka wydawało się, że to jakaś płynna rzeka liści przecina szlak. Chwila postoju, aby przyjrzeć się pracowitym mrówkom, a tuż nad głową szybuje wielki, błękitny motyl. Podnosi się głowę, a nad nami w lianach szaleją małpy. Wędrówka przez ten park to znakomity odpoczynek. Z jednej strony cisza i nieskazitelna przyroda, z drugiej wspaniała tropikalna roślinność wilgotnego lasu równikowego i egzotyczne zwierzęta.

W Parku Narodowym Cahuita dozwolone jest biwakowanie na plażach oraz nurkowanie na rafie. Są do tego przeznaczone specjalnie wydzielone miejsca, z zadaszeniami, toaletami i stolikami. Plaże są piękne, z pochylonymi ku falom palmami kokosowymi, z urokliwymi zatoczkami. Poza szlakiem turystycznym znajdują się plaże, gdzie składają jaja żółwie, wstęp tam jest zabroniony. Pozostałą część wybrzeża karaibskiego w rejonie parku porastają namorzyny, doskonałe miejsce schronienia dla drapieżników, kajmanów i węży. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że w okolicznych wodach żyją trzy gatunki rekinów, więc należy uważać przy wchodzeniu do oceanu.

Po całodziennej wędrówce przez park pozostało wrócić do wioski i zjeść kolację. Wybór lokalnych knajpek jest tu dość spory, jak na rozmiary tej niewielkiej wsi. Można zjeść naprawdę dobre i tanie lokalne dania, aby nabrać sił przed dalszą podróżą. Rankiem bowiem czekał już transport do stolicy Kostaryki, San Jose.

Kostaryka nie ma pięknej stolicy

W Kostaryce nie ma za wiele ciekawych zabytków prekolumbijskich, nawet sama stolica nie ma nic szczególnego do zaoferowania. Jeśli Kostaryka zachwyca przyrodą, to zniechęca miastami. Raczej trzeba je traktować jedynie jako miejsca przesiadek i tańszych noclegów. Mnie San Jose bardzo rozczarowało. Już sam przyjazd do miasta daje wiele do myślenia, wysiada się na jednym z kilkunastu dworców autobusowych w mieście, w dodatku zlokalizowanych w dość nieciekawych dzielnicach. Po dłuższym spacerze po mieście, obejrzeniu kilku niezbyt zachęcających noclegów, postanowiłem jak najszybciej wynieść się z tego okropnego miejsca. Zadanie okazało się conajmniej trudne, bo wśród tych wszystkich maleńkich dworców autobusowych rozsianych po całym mieście nie mogłem namierzyć tego, z którego odjeżdżały autobusy w kierunku granicy z Panamą. Jakimś cudem, przy pomocy złapanego gdzieś na ulicy darmowego internetu, udało się znaleźć na mapie rzeczony dworzec, okazało się, że leży on dokładnie po drugiej stronie miasta. Na szczęście San Jose nie jest wielką metropolią, na dworzec dotarłem pieszo, po drodze obserwując to dziwne miasto położone wśród gór, ponad 1000 m n.p.m. Przygotujcie się więc także na nieco chłodu, w stolicy Kostaryki jest mniej więcej o 10 stopni chłodniej niż w stolicy Panamy.

Na ulicy w San Jose.
Kostaryka, San Jose

Jeszcze przed nocą łapię autobus do Paso Canoas, gdzie znajduje się przejście graniczne z Panamą. Ląduję na przejściu przed północą i chociaż zdarza się, że czasami granica jest otwarta w nocy, to tym razem czeka mnie nocleg na ławce. Nie jest jednak źle, noc upalna, obok koczujący przybysze z Kostaryki, Panamy, a może z dalszych krajów Ameryki Środkowej. Rano przechodzę odprawę, trochę się stresuję, bo trzeba okazać środki na pobyt w Panamie, ale na szczęście moja karta kredytowa wystarcza za potwierdzenie, że stać mnie na ten pobyt. Wskakuję do busa i jadę autostradą panamerykańską w kierunku David i dalej do Panama City. Do zobaczenia piękna Kostaryko!

Galeria

 

0 65 100 1

Czy warto odwiedzić Kostarykę?

Tak, z pewnością warto, jeśli ktoś jest wielbicielem przyrody. Bogactwo przyrodnicze tego kraju to prawdziwy skarb. Ja widziałem tylko niewielką część jednego parku i bylem zachwycony. A przecież w Kostaryce jest jeszcze mnóstwo innych ciekawych przyrodniczo miejsc, piękne wulkany, a nawet safari z afrykańskimi zwierzętami. Jeśli jednak lubicie turystykę miejską, to będziecie bardzo rozczarowani, bo miasta Kostaryki nie zachwycają, wręcz przeciwnie, chce się z nich jak najszybciej uciekać. Oczywiście do pięknych parków narodowych i na karaibskie plaże.

65%
Średnia ocena
  • Przyroda
    100%
  • Transport
    80%
  • Atrakcyjność cen
    60%
  • Zabytki
    20%
  • Jedzenie
    60%
  • Bezpieczeństwo
    70%