Gruzja, najbrzydszy kraj świata?

Gruzja jako kraj mlekiem i miodem płynący (a raczej winem i czaczą), to chyba mit stworzony przez bezkrytycznie nastawionych do podróżowania backpakersów, oraz przez niektórych darzących ten kierunek szczególnym uwielbieniem celebrytów. Owszem, wina i czaczy jest tam pod dostatkiem, ale co do pozostałych atrakcji opiewanych w podróżniczych relacjach z tego kraju, można mieć poważne wątpliwości.

Przede wszystkim Gruzja to kraj szary, bury i ponury. Szare są tam krajobrazy, szare miasta, szare monastyry, nawet zieleń jest szara. Z szarości tej co i rusz wybijają się: zdezelowany wagon kolejowy, rozwalony magazyn, urwany most, albo inna strzelista, stalowo-szklana wieża Batumi. Gruzja to kraj powojennych zniszczeń i post sowieckiej mentalności. Można odnieść wrażenie, że skądinąd bardzo sympatyczni mieszkańcy tego kraju, łączą w swojej mentalności poczucie narodowej dumy i niepodległości z jednej strony, oraz azjatyckie bałaganiarstwo w radzieckim stylu z drugiej. Niech się zatem nie zdziwią zmotywowani pochlebnymi opiniami o Gruzji, zabłąkani tam turyści, że Gruzji do krajów z rozwiniętym ruchem turystycznym jeszcze bardzo daleko.

Ulica w Tbilisi
Wiele budynków w Tbilisi nosi ślady wojny lub zwyczajnie się rozpada.

Gruziński luksus

Na ten przykład, tamtejsze noclegi skrojone na kieszeń przeciętnego turysty, to skandalicznie drogie nory, jeśli weźmiemy stosunek ceny do jakości. W kraju, który poza monastyrami, Kaukazem i kawałkiem kamienistego wybrzeża Morza Czarnego, wiele do zaoferowania nie ma, wysupłanie 30 dolarów za pokój w przeciętnym hoteliku, czy też 40 zł za łóżko w hostelu, mija się z pojęciem taniego podróżowania po Azji. Wiele o kraju mówi także stan starego miasta w stolicy, Tbilisi. Po jednej stronie rzeki trochę odnowionych budynków, z kilkoma drogimi restauracjami. Po drugiej, walące się rudery, dziurawe chodniki i brak jakiegokolwiek ładu i składu. Co ciekawsze, w takiej dzielnicy ruder usytuowano pałac prezydencki, ot poczucie humoru Gruzinów. W niewiele lepszym stanie są drogi. Fragmentami brakuje asfaltu, a w wiele interesujących miejsc można dojechać tylko samochodem z napędem na cztery koła.

Gruzja, to według wielu relacji, wspaniała kuchnia. Gdzie taką można znaleźć? Kuchnia gruzińska jest dość uboga, bazuje na mące, dość ciężkich mięsach i oczywiście winie. No dobra, wino jest pyszne, ale już takie chaczapuri, czyli słynny placek z serem, jajkiem, czy mięsem, to okropnie ciężkostrawna i w dodatku przesolona bomba kaloryczna. Trochę smaczniejsze są chinkali, nadziewane mięsem pierogi. Kuchnia nie jest też tania, dobry obiad, to wydatek około 30-50 zł, jeśli doliczymy do tego wino. Dziwi brak owoców, niby jakieś arbuzy czy pomarańcze można na targowiskach znaleźć, ale ich smak jest mało egzotyczny. Zwyczajne jabłka smakują jak ziemniaki, przy czym są tak twarde, że można sobie połamać na nich zęby. A czacza? No cóż, bimberek z winogron, całkiem udany i daje po głowie, ale do naszego samogonu się nie umywa.

Kandydatka na żonę przy pracy
Córka właścicielki małego lokaliku z przysmakami gruzińskimi przygotowuje specjalnie dla mnie chaczapuri. Posoliła mi od serca.

Chaczapuri, czyli tradycyjny gruziński placek serowy robi się dość prosto. Z mąki i drożdży przygotowuje się ciasto trochę przypominające to na pizzę. Po wyrośnięciu ciasto zagniata się i formuje odpowiedni kształt. Chaczapuri adżarskie, które specjalnie dla mnie przygotowała córka właścicielki małej budki z gruzińskimi przekąskami, formuje się w kształt łódeczki. Do placka dodaje się dużo sera, bardzo słonego sera! Adżarskie ma też w sobie dużo jajka. Przygotowany placek wstawia się do pieca, najlepiej opalanego drewnem. Piecze się podobnie jak pizzę, aż ser zacznie się topić. Na koniec, do łódeczki dodaje się sporo masła. W efekcie otrzymujemy ciepły, serowy chleb, z ciągnącym się serem, z jajkiem i roztopionym masłem. Nawet nie chcę wiedzieć, ile to może mieć kalorii!

Piękno Gruzji

Co zatem zostaje w tej pięknej Gruzji. Ano przyroda i zabytki. Z jednej strony mamy Morze Czarne z plażami, gdzie nie ma złotego piasku, a jedynie otoczaki. Osobiście akurat to lubię, ale z pewnością wielu plażowiczów może być rozczarowanych taką plażą oraz ostrym zejściem do wody (trzeba bardzo uważać, aby nie wybić sobie palców stóp o wielkie kamienie leżące pod wodą!). Rozczarować może też Batumi. Kurort, w który wpakowano mnóstwo pieniędzy, wybetonowano deptaki i bulwary, odremontowano centrum. Z tego też powodu, właściciele prywatnych kwater przesadzili chyba z cenami. Z rozmowy z jedną z właścicielek takiego interesu dowiedziałem się, że w sezonie na wynajmie można wyciągnąć do 6 tys. dolarów. Całkiem niezła sumka, która ponoć starcza na przeżycie reszty roku.

Plaża w Batumi
Plaże w Batumi są kamieniste. Ja akurat to uwielbiam, ale naprawdę trzeba uważać przy wejściu do wody, by nie połamać sobie palców.

Są jeszcze góry – piękny, zimny, niedostępny Kaukaz. Może to trochę przesada z tą niedostępnością, bo przez sam środek Kaukazu biegnie droga wojenna, całkiem dobrze wyremontowana (przez Rosjan) szosa, służąca głównie do przerzutu sprzętu wojskowego. W czasach pokoju zaś, załadowana tirami. Dzięki tej drodze, można w trzy godziny dostać się z Tbilisi to Stepancmindy, aby obejrzeć ten najbardziej pocztówkowy widok w Gruzji, monastyr Cminda Sameba na tle zaśnieżonego szczytu Kazbeg. Miejsce pielgrzymek wszystkich spotkanych po drodze backpakersów, okazuje się jednak bardzo przereklamowane. W samej wsi nie ma nic godnego uwagi, a właśnie tam zatrzymują się na noc turyści, pragnący podejść pod monastyr. Na górze natomiast, poza dość zrujnowaną świątynią (wiele podobnych znajduje się w całym kraju), można pooglądać najwyżej rozjeżdżoną przez jeepy polanę, ewentualnie chmury zasłaniające szczyt, co ponoć zdarza się całkiem często. Pogoda też nie zachęca do wędrówek. Jesienią, na wybrzeżu można jeszcze spokojnie plażować i zażywać kąpieli, gdyż temperatura dochodzi do 30 stopni. W górach, może padać deszcz ze śniegiem, a temperatura oscylować wokół zera.

Przedgórze Kaukazu
Po drodze w Kaukaz. Zimą są tu doskonałe warunki do jazdy na nartach.

Po co zatem jeździć do Gruzji? Dla ludzi. W moim przekonaniu, to właśnie ludzie są największą atrakcją tego kaukaskiego, dzikiego kraju. Ludzie otwarci, gościnni, weseli. Ludzie zahartowani w biedzie i w ciężkich czasach, a mimo to mający jakiś luz i stoickie podejście do rzeczywistości. I co ważniejsze (przynajmniej dla mnie), doskonale mówiący po rosyjsku! Mimo, że kraj średnio przypadł mi do gustu, to jest coś fajnego w tym kaukaskim kotle, w tym gruzińskim tyglu. Chyba wszystko jest tam na swoim miejscu i pasuje do mentalności, przyrody, kultury. Chociaż sytuuję ten kraj między Rumunią a Albanią i niewiele brzydszych krajów widziałem, to chyba jeszcze tam wrócę. Na pewno, żeby z Gruzji wystartować dalej, do Armenii, może Azerbejdżanu, czy Iranu. No i może odwiedzić poznanych w Batumi, Tbilisi
czy Kutaisi, pięknych mieszkańców najbrzydszego kraju świata.

Galeria

0 55 100 1

Jak oceniam Gruzję

Gruzja to kraj specyficzny i ciężko pokusić się o obiektywną ocenę. Niektóre rzeczy podczas podróży po Gruzji zachwycają, inne rażą, a wręcz zniechęcają. Wielki atut tego kraju to ludzie, dzięki przyjaznym mieszkańcom można się tam czuć bezpiecznie. Ocenę jedzenia zawyża znakomite wino, zabytki są dobrze utrzymane, transport nieco przestarzały i niezbyt czysty. Co zatem może się podobać w Gruzji, a co nie? Zobaczcie, jak oceniamy ten kierunek.

55.142857142857%
Średnia ocena
  • Ludzie
    100%
  • Jedzenie
    26%
  • Zabytki
    90%
  • Czystość
    20%
  • Bezpieczeństwo
    80%
  • Transport
    50%
  • Ceny
    20%

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.