Ciemne strony Barcelony 1. Madre mia! Ktoś zwędził mi portfel!

Cudowna! Wspaniała! Zachwycająca! Przepiękna! Fascynująca! – mówią ci, co w Barcelonie byli. Czy o katalońskiej stolicy w ogóle da się napisać coś złego? Coś, co nie byłoby hymnem pochwalnym ku czci pogody, plaż, imprez, Gaudiego i Blaugrany?

Spacer po Ramblas

Schodzę do centrum, spacerując po Ramblas: zaglądam w kilka bocznych uliczek. Mieszkańcy tej części miasta mają zróżnicowany wygląd i wystarczy tylko spojrzeć na nich, żeby się zorientować, że Barcelona jest portem morskim, nawet gdyby nim nie była. Krzyżują się tu drogi przedstawicieli wszystkich ras z całego świata (…) tutaj też schodzą się i rozchodzą najróżniejsze losy. To męty Historii stworzyły tę dzielnicę i nadal zasilają ją swymi pisklętami, z których jedno, mówiąc na marginesie, właśnie zwędziło mi portfel*.

Nie lubię Las Ramblas. Słynna barcelońska aleja ciągnąca się od Plaza Catalunya – głównej agory miasta, aż do portu jest niemiłosiernie zatłoczona, głośna i jarmarczna. Ta skądinąd piękna ulica, wyłożona falistą czarno-białą mozaiką i zacieniona leciwymi platanami moją sympatię wzbudza tylko w deszczowe niedzielne poranki. Gdy połowa miasta odsypia jeszcze nocne imprezy, a resztę zatrzymał w domach brak parasoli. Opustoszałą. Tylko wtedy mogę zrozumieć Lorcę, kiedy mówił, że „to jedyna ulica na świecie, która mogłaby nie mieć końca”. Ale te chwile zdarzają się niezmiernie rzadko i trwają równie krótko, co barceloński deszcz. Na co dzień Las Ramblas to długa na prawie półtora kilometra scena pełna przeróżnej maści cudaków i dziwolągów: klaunów, błaznów, mimów i pajaców, karcianych naciągaczy, hazardzistów i magików, grajków i szarpidrutów, połykaczy ognia i porywaczy portfeli.

Rambla
Las Ramblas. Cyrk, szopka, komedia. Kwiaty i kanarki. Wiatraczki i widokówki. Lody na patyku. Kupy na chodniku.

Las Ramblas przecina dawne średniowieczne miasto na dwie części: Barri Gotic oraz zamknięty od południa wzgórzem Montjüic dystrykt Raval. Ten fragment miasta jest gęsto zabudowany i zaludniony. Wąskie ulice tworzą tu labirynt, w którym łatwo się zagubić, a jeszcze łatwiej coś stracić.

Fascynująca Raval

Raval – dawna dzielnica portowa, Barri Xino – dzielnica chińska, jak ją niegdyś nazywano – jest pełna kontrastów. Fascynująca i odpychająca zarazem. To mozaika ludzi, zwyczajów, kultur i zapachów. Ras, kolorów, języków i religii. Tu krzyżują się drogi imigrantów i outsiderów, prostytutek i turystów, studentów i dealerów narkotyków, artystów i typów spod ciemnej gwiazdy. Designerskie hotele i sklepy z alternatywną modą lub muzyką sąsiadują tu z burdelami i budami z kebabem, a wystawki chińszczyzny z wystawami awangardowych artystów.

Raval
Raval. Stare zderza się tu z nowoczesnością. Zaniedbane kamienice sąsiadują ze współczesną architekturą, jak ta spod znaku MACBA – Muzeum Sztuki Współczesnej.

Do Raval zaglądam, ale nie jest to miejsce, za którym przepadam i gdzie czuję się jakoś szczególnie pewnie. A im dalej w głąb tego barrio, tym bardziej moja niepewność wzrasta. Być może właśnie ten brak poczucia bezpieczeństwa i swobody sprawia, że Raval nie należy do moich ulubionych barcelońskich rejonów? W dzień dzielnica tętni życiem. Dają tu dobrą kawę, mają fajne książki i niezłe wystawy. Po zachodzie słońca to jednak nie najlepszy adres dla osób nie będących amatorami używek albo płatnej miłości. W mrocznych zaułkach można dostać po łbie, albo oberwać po kieszeni. Tu, bardziej niż gdziekolwiek indziej w Barcelonie, lepiej być czujnym, a już z pewnością warto być trzeźwym.

Na wszelki wypadek:
– na wyjazd weź ze sobą i dowód, i paszport, o ile go masz, a podczas pobytu nigdy nie noś ich razem, w razie kradzieży jednego z dokumentów, do kraju wrócisz na drugim, oszczędzając sobie nerwy, czas i pieniądze na wyrobienie dokumentu tymczasowego;
– jeśli nie masz paszportu, oprócz dowodu, miej ze sobą inny dokument ze zdjęciem, ale nie noś ich razem;
– koniecznie zainwestuj w wyrobienie zarówno dowodu, jak i paszportu dla niepełnoletniego dziecka, z którym zamierzasz podróżować zagranicę;
– zrób ksero albo przechowuj w swoim mailu skany dokumentów, które zabierasz w podróż, w stresie możesz nie pamiętać nawet podstawowych danych, jak swój PESEL, jeśli podróżujesz z niepełnoletnim dzieckiem koniecznie miej kopię jego aktu urodzenia;
– przed wyjazdem wyjmij z portfela wszystkie karty, które nie będą ci potrzebne na wyjeździe, strata karty bibliotecznej czy miejskiej na pewno nie będzie tak dotkliwa jak utrata pieniędzy albo dowodu, ale po powrocie szkoda tracić czas na wyrabianie ich duplikatów;
– nie noś dokumentów razem z pieniędzmi;
– na plażę czy imprezę do klubu weź tylko tyle pieniędzy, ile zamierzasz wydać.
Nade wszystko uważaj!

Uwaga, kieszonkowcy!

Drobni złodzieje to największa z barcelońskich plag, która niczym biblijna chmara szarańczy mąci pozytywny obraz katalońskiej stolicy, kładąc się cieniem na jej turystycznym sukcesie. Jeśli wierzyć statystykom, tygodniowo w Barcelonie dochodzi do przeszło dwóch tysięcy kradzieży. Najczęstszymi ofiarami lokalnych kieszonkowców są turyści, najłatwiejszymi – pijani turyści. Wino, śpiew a potem płacz. Oto sposób, w jaki wielu wesołych wycieczkowiczów kończy swoją przygodę z Barceloną. Tutejsi złodzieje jak mało gdzie znają się na swojej robocie, mają fantazję i spryt, często działają w grupach. Obstawiają miejskie atrakcje, kluby, bary tapas, plaże, metro. Upatrują ofiarę.

Stało się… Co robić?
– wszystko zależy od tego, co ci skradziono i czy utrata jest na tyle dotkliwa, żeby jeszcze tracić dzień na komisariacie;
– gdy straciłeś dokument tożsamości, nawet jeśli masz jeszcze inny, na który możesz wrócić do kraju, zgłoś kradzież na policję i w polskim konsulacie, zachowaj karty zgłoszenia;
– jak najszybciej złóż w konsulacie wiosek o zastrzeżenie dokumentu tożsamości, tak żeby nikt inny nie posługiwał się twoimi danymi;
– zgłoś kradzież dokumentu w swoim banku, na twój wniosek bank zastrzeże go również w Systemie Dokumenty Zastrzeżone, dzięki temu nikt nie będzie mógł się nim posłużyć np. do zaciągnięcia na twoje nazwisko kredytu;
– jeśli skradziono ci karty kredytowe lub debetowe, jak najszybciej skontaktuj się ze swoim bankiem, żeby je zastrzec.

Poszkodowana numer jeden nawet nie wie, że ją obserwują. Smaży swoje blade ciało na plaży, otumaniona słońcem i wspomnieniami gorącej nocy, a jej torba właśnie zmienia właściciela. Z całą zawartością rzecz jasna, z której numer telefonu do Pablo okaże się najmniej dotkliwą stratą. Albo inny popularny scenariusz: pokrzywdzony numer dwa pamięta, że jeszcze wieczorem dzwonił do kumpla w kraju powiedzieć mu na jakiej odlotowej jest imprezie, potem sam odleciał. Rano nie ma telefonu i paru innych rzeczy, i zupełnie nie wie, co robi na tej ławce w parku oddalonej o 2 kilometry od swojego hotelu, w dodatku w samych japonkach. Ale są też mniej „zawinione” sytuacje. Bo w Barcelonie kradnie się nie tylko skutecznie, ale i wyrafinowanie: na zagubionego turystę, na ankietera, na przypadkowe oblanie wodą, na zatrzaskujące się drzwi w metrze, na sztuczny tłok.

Plaża
Barcelońskie plaże. Uwaga na słońce i kieszonkowców! Krem z filtrem i ostrożność – niezbędne.

Gracias a Dios, przez lata mojego romansu z tym miastem, sama uniknęłam kradzieży, chociaż znam wiele osób, które nie mały takiego farta. Bo nawet nie wiem jak bardzo będzie się ostrożnym, zapobiegliwym i przewidującym. Jak bardzo trzeźwym i jak mało naiwnym, to czy cię tu obskubią, czy nie, to i tak, koniec końców, kwestia szczęścia!

Galeria

*Eduardo Mendoza, „Brak wiadomości od Gurba”.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.