Ciemne strony Barcelony 2. Turyści do domu!

Już wiadomo. Padł nowy rekord! W 2015 r. Barcelonę, liczącą niespełna 1,7 mln. mieszkańców, odwiedziło ponad 8 mln turystów! Przyjezdni zostawiają w mieście 25 mln. euro dziennie a w przemyśle turystycznym pracuje 120 tys. barcelończyków! Czy może więc być jakikolwiek powód do narzekania? Barcelona przecież żyje z turystów. Jest trzecim, po Londynie i Paryżu, europejskim miastem z najwyższymi wpływami z turystyki i szóstym na świecie. W 2014 r. turyści wydali tu 12 miliardów euro!

Miłość z wzajemnością?

Moda na Barcelonę trwa od ponad 10 lat. Zapoczątkowały ją Letnie Igrzyska Olimpijskie w 1992 r. Przyznanie Barcelonie ich organizacji stało się impulsem do urbanistycznej modernizacji miasta i rozpoczęło, prowadzony z rozmachem, proces jego przeobrażania. Medialny rozgłos i świetna kampania promocyjna dopełniły sukcesu. Turyści kochają Barcelonę. Ale czy z wzajemnością? Ich liczba, wywołująca zrozumiały zachwyt i zazdrość władz innych miast, za którą stoją potężne wpływy do miejskiej kasy, która generuje miejsca pracy i tworzy markę miasta przekładając się na jego pozycję w rankingach, w ostatnich latach budzi coraz większą dezaprobatę samych barcelończyków.

Barcelona, Sagrada Familia
Katedra Sagrada Familia projektu Antoniego Gaudiego – znak rozpoznawczy Barcelony i symbol jej turystycznego sukcesu.

Inwazja barbarzyńców

Żeby zrozumieć o co im właściwie chodzi spróbuj wyobrazić sobie, że pod twoim oknem przewala się niemal bezustannie masa ludzi. Zwarta, głośna i spocona. Chcąc pieszo dotrzeć do bramy własnego domu musisz lawirować niczym rajdowiec na oesach. O samochodzie jednak zapomnij. Z megafonów przewodników stad, które tak ochoczo ciągną twoją uliczką, lecą te same strzępki informacji o miejscu, które niby znasz od urodzenia, ale które coraz mniej poznajesz. Zmieniają się jedynie języki. Właśnie zamknięto ostatni warzywniak za rogiem, by na jego miejsce mógł powstać kolejny sklep z suwenirami. Żeby wypić kawę w swojej ulubionej kawiarni musisz odstać 20 minut w kolejce. Już nie możesz po prostu przysiąść na ławce i popatrzeć na swój ukochany plac, bo właśnie odsypia na niej jakiś zagubiony imprezowicz.

Jeśli ci jeszcze mało, pomyśl, że „najeźdźcy” co noc obsikują mury twojego domu, rzygają w bramie, śmiecą na trawnikach, drą się i klną. Bogu dziękuj, jeśli nie jesteś poliglotą i ich nie rozumiesz! Musisz być wyrozumiały dla podpitych pajaców świętujących swoje kawalerskie wieczory i krzykliwych pannic na przedślubnych wypadach, a także facetów w samych bermudach i półnagich kobiet, zmierzających właśnie na plażę, o której już dawno przestałeś mówić „moja”. Wyrozumiały dla barbarzyńskiej i dzikiej ludzkiej natury, która z mocą nuklearnej bomby co dzień eksploduje pod twoim oknem. I która zamyka się w jednym słowie: turyści!

Co na to liczby?

Jeśli do kogoś nie przemawia ten obraz, podaję liczby: Barcelona ma niecałe 1,7 mln mieszkańców, „upchniętych” na wąskim skrawku ziemi, od zachodu zamkniętym górami, od wschodu – morzem. Powierzchnia miasta to zaledwie 100 tys. km kw. Dla porównania, bardzo zbliżona do barcelońskiej liczba mieszkańców naszej stolicy żyje na powierzchni pięć razy większej! Na każdy kilometr kwadratowy w Warszawie przypada niecałe 3,5 tys. mieszkańców, w Barcelonie – 16 tys.!

Barcelona
Barcelona nie jest wielkim miastem, za to bardzo gęsto zaludnionym. Na każdy kilometr kwadratowy przypada tu aż 16,5 tys. mieszkańców!

Okolicę Sagrada Familia, słynnej katedry Antonio Gaudiego – jednego z emblematów miasta, zamieszkuje 20 tys. osób, drugie tyle ją nawiedza. Codziennie!
 W Ciutat Vella – gęstej siatce utkanej z wąskich uliczek, ciemnych zaułków i niewielkich placyków, wytyczonej jeszcze w czasach średniowiecza, mieszka 105 tys. mieszkańców. Zaludnienie jest tutaj dwa razy większe niż w jakiejkolwiek innej dzielnicy miasta. Tu znajdują się najczęściej odwiedzane średniowieczne zabytki z gotycką katedrą na czele i siedziby najważniejszych miejskich urzędów. Oprócz nich jest tutaj też 17 tys. hoteli, ponad 600 legalnych apartamentów turystycznych oraz pomiędzy 1 tys. a 8 tys. apartamentów nielegalnych. Większość prawie zawsze pełna turystów.

Transparent
Transparenty przeciwników masowej turystyki pokazują wzrost liczby miejsc noclegowych w mieście, która w ostatnich dwóch latach zwiększyła się prawie dwukrotnie.

Turismofobia?

Obserwując to, co dzieje się ostatnio w Barcelonie, nie dziwią mnie wyniki ankiety jaką pod koniec zeszłego roku przeprowadził wśród jej mieszkańców magistrat, a dotyczącej najpoważniejszych problemów miasta. Turystka znalazła się na czwartym miejscu zaraz za bezrobociem, brakiem bezpieczeństwa i czystości. Co ciekawe, do 2005 r. na liście w ogóle jej nie było. Oczywiście, problem nie dotyczy w równym stopniu całego miasta. Z powodu ekspansji turystów najbardziej cierpią jego trzy historyczne dystrykty: Ciutat Vella, Eixample i Gràcia.
 Na domach, leżącej w obrębie Ciutat Vella Barcelonety – portowej dzielnicy miasta, przez którą biegnie „szlak pielgrzymi” nad morze, a także w modnej dzielnicy Gràcia, pojawiły się ostatnio transparenty: „Turists go home!”, „Nuestro barrio no es el parque tematico”, „No estas en Marbella”, „El turisme mata els barris” („Turysto wracaj do domu”, „Nie jesteś w Marbelli” – Marbella to popularny nadmorski kurort, „Nasza dzielnica nie jest parkiem rozrywki”, „Turystyka zabija dzielnice”). Ludzie zaczynają protestować.

Barcelona zatraca swój urok. To jest okupacja turystyczna. Dajcie nam żyć, miasto bez mieszkańców nie jest miastem, jest muzeum!*

Gràcia
„Turystyka zabija dzielnice” – głosi napis wywieszony na jednym ze skwerów w modnej dzielnicy Gràcia.

Czy to już pierwsze przejawy „turismofobii?”, jak mówi się po hiszpańsku? Nic z tych rzeczy. Grubo myli się ten, kto sądzi, że barcelończycy są uprzedzeni do odwiedzających. A więc może przesada? Również nie. Barcelona rzeczywiście jest na najlepszej drodze do stania się ofiarą własnego turystycznego sukcesu. Jak bliskie prawdzie jest to twierdzenie pokazują statystyki. 8 na 10 osób na Ramblas – historycznie i symbolicznie najważniejszej alei miasta – to turyści.

Las Ramblas
Las Ramblas – niegdyś najważniejszy dla mieszkańców deptak Barcelony, dziś jest dosłownie zadeptywany przez rzesze turystów.

Najdroższa ławka świata

Jakby tego było mało, jesienią 2013 r. stała się rzecz do tej pory nie do pomyślenia. W części Parku Güell – jednego z 7 cudów Barcelony, dzieła głównego wizjonera miasta – Gaudiego, mekki turystów i ulubionego miejsca wielu barcelończyków, wydzielono płatną strefę. Znalazła się w niej „najdłuższa ławka świata” – wijąca się niczym mozaikowy wąż obramiający główny taras położonego na zboczu wzgórza parku. W dodatku, ku rozpaczy turystów, nie można już za darmo zrobić sobie selfie z kolorowym jaszczurem Gaudiego – symbolem tego miejsca. Wejście do wydzielonej części kosztuje 8 euro. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu opłaty za zwiedzanie atrakcji i zabytków są powszechne od Paryża aż po Tokio, gdyby nie fakt, że park ten jest parkiem miejskim, a więc publicznym. Z założenia dostępnym dla każdego. Wprowadzenie opłat władze Barcelony tłumaczą względami ochrony unikalnego parkowego zespołu, narodowego dobra kultury i Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ochrony przed… zadeptaniem. A jest doprawdy przed czym: uśredniając, Park Güell odwiedza 25 tys. osób dziennie! Wolny wstęp do płatnej strefy mają tylko okoliczni mieszkańcy.

Park Güell
Park Güell odwiedza średnio 25 tys. osób dziennie, rocznie prawie 3 mln.

Nie wiedziałam o nowych regulacjach, kiedy po roku nieobecności wracałam do miasta Gaudiego i nieświadoma owej zmiany stanęłam jak wryta przed kordonem barierek chroniących plac ze słynną ławką przed… ludźmi. ¡Que pasa!? Co jest!? Była zima. Teoretycznie, poza szczytem sezonu, ale normalnie, nawet taką porą ławka zawsze pełna była amatorów słońca a plac „żył”. Nie teraz. Po jednej stronie barierek stała grupa osób bez biletów tęsknie spoglądająca w stronę prawie pustej ławy. Po drugiej – nieliczni, co zapłacili a teraz mogli w nagrodę usiąść sobie na jej kolorowym siedzisku i wystawić twarz do słońca. Decyzja władz, skądinąd zapewne słuszna, niestety na zawsze zmieniła to miejsce. Z pełnego uroku placu, na którym się bywa, w kolejną turystyczna atrakcję, którą się zwiedza. Niby niewielka różnica, ale zasadnicza. Z pewnością nie tego życzył sobie mistrz Antonio projektując i wznosząc ten bajkowy ogród. Sprawa wprowadzenia opłat do Parku Güell wzbudziła moje emocje z jeszcze jednego powodu. Patrząc na „martwy” plac z aktualnie najdroższą ławką świata do głowy od razu przyszło mi pytanie: co będzie następne? Park Ciutadella? A może miejskie plaże?

Park Güell
Od 3 lat wstęp do części parku ze słynną ławką Gaudiego jest płatny. Cena biletu – 8 euro!

Sprzątanie czas zacząć

Rozprawienie się z całym tym turystycznym bałaganem – to jeden z głównych celów misji Ady Colau – nowej burmistrz Barcelony. Miejska rada finalizuje właśnie projekt specjalnego planu regulującego istniejącą bazę noclegową i wypowiada wojnę z nielegalnym wynajmem turystycznych apartamentów.
 Wychodząc naprzeciw prośbom umęczonych mieszkańców, już od zeszłych wakacji wstrzymano wydawanie licencji na powstawanie nowych hoteli w najbardziej turystycznie zatłoczonym centrum miasta. Ochrona praw mieszkańców do odpoczynku i intymności jest priorytetem również w przygotowywanym planie. Docelowo żaden obiekt oferujący zakwaterowanie turystom nie będzie mógł być ulokowany w budynkach mieszkalnych.
 Przez Barcelonę przetacza się też debata. Jak ma wyglądać nowy model turystyki? W którą stronę zmierzać będzie katalońska stolica? Czy postawi, tak jak chcą niektórzy, na jakość, a nie ilość? Czy będzie mekką podróżników, doceniających jej autentyczność, czy przeobrazi się w sztuczne miasto-muzeum atrakcyjne jedynie dla turystów zaliczających kolejne atrakcje z biurem podróży?

Top 10 najczęściej odwiedzanych atrakcji w 2015 r.*:
1. Sagrada Familia – 3.722.540 osób
2. Park Güell – 2.761.436 osób
3. Muzeum FC Barcelony – 1.785.903 osób
4. Akwarium – 1.549.480 osób
5. Centrum Kulturalne El Born – 1.486.228 osób
6. Poble Espanoyl – 1.221.647 osób
7. Muzeum Picassa – 1.008.125 osób
8. Zoo – 1.004.069 osób
9.Casa Batlló – 930.000 osób
10. La Pedrera – 932.356 osób
*”2015. Estadísticas de turismo. Barcelona: Ciudad y entorno”, Ajuntament de Barcelona.

Nie czyń drugiemu

Rozwiązanie problemu jest może prostsze, niż się wszystkim wydaje. Ale pod warunkiem, że piłeczka jest po stronie gości. Potrzebna jest jedynie odrobina empatii i umiaru oraz wcale nie taka znów głęboka refleksja. A zatem… Zanim do Barcelony pojedziesz pomyśl, że to czyjeś miasto, które w żadnym razie nie jest twoje. Nawet na tę krótką chwilę, w której w nim jesteś. Nie jest składnikiem pakietu all inclusive, za który zapłaciłeś, więc ci się należy. Szwedzkim stołem, z którego możesz korzystać bez limitu i bez żadnych manier. Miej litość dla jego mieszkańców! Nie niszcz zabytków! Szanuj zieleń, tym bardziej, że za wiele jej tam nie ma! Włóż koszulkę, bez przesady, nie roztopisz się, a może nawet unikniesz słonecznych poparzeń! Ścisz głos! Pij z umiarem! Sikaj w szaletach, bez obawy są bezpłatne! Mieszkaj legalnie! Do czego gorąco namawiam.

Galeria

*Wypowiedzi mieszkańców pochodzą z dokumentu „Bye, bye Barcelona”, reż. Eduardo Chibás, 2014.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.