All inclusive ale czy exclusive?

Sprawdź naszą ofertę all inclusive w… (tu wstawiamy dowolny południowy kraj, z dostępem do morza). Słońce, krystalicznie czysta woda, wspaniałe zabytki, pyszne jedzenie, przyjaźni mieszkańcy. Wyżywienie w formie szwedzkiego stołu pełnego lokalnych przysmaków, darmowe napoje bez ograniczeń, bary nad basenem dostępne 24 godziny na dobę. To wszystko już na Ciebie czeka! – ogłoszenia tej mniej więcej treści zapełniają katalogi i strony internetowe biur podróży.

Palma

Przeglądaliście kiedyś taki katalog? Nie? No to otwieramy. Uwagę przykuwają zdjęcia. Kolorowe, bajeczne. Ludzie są na nich szczęśliwi i ładni. Długonogie kobiety opalają się na leżakach, wyrzeźbieni faceci grają w piłkę, a słodkie dzieci stawiają baby z piasku. Gdyby papier mógł mówić moglibyśmy wręcz usłyszeć ich radosne głosy.

Kolorowe kwiaty
Uwagę przykuwają zdjęcia. Kolorowe, bajeczne.

Hotel jest zadbany, zieleń soczysta, niebo błękitne, woda turkusowa, zabytki imponujące, widoki malownicze. Niezależnie od kierunku pojawiają się te same rekwizyty: słomkowy kapelusz, orzeźwiający napój z parasolką, rybacka łódź, sznurkowy hamak. No i palma. Palmy nie może zabraknąć, nawet jeśli to kraj, gdzie rośnie ona jedynie w przyhotelowym ogrodzie. Wszak palma to symbol beztroskiego wypoczynku. Kwintesencja egzotyki. Niezbędna jak słońce, woda i powietrze.

Łódki na plaży
Niezależnie od kierunku pojawiają się te same rekwizyty: słomkowy kapelusz, orzeźwiający napój z parasolką, rybacka łódź, sznurkowy hamak.

Dopiero po przyjeździe okazuje się, że smukłe piękności giną gdzieś w tłumie nalanych bab, dzieciary drą się jak oszalałe, a podstarzali faceci zaglądają w dekolty. Jakby tego było mało, hotel nadaje się jedynie do remontu, w ogrodzie nie uświadczy zieleni, a woda w morzu jest mętna jak zupa. W dodatku, o zgrozo! Jedyna palma prawie już zupełnie uschła, a napoje serwują bez parasolek!
Ani plaża, ani morze, ani zabytki nie czekają z niecierpliwością na nasz przyjazd. Wręcz przeciwnie, poza sezonem mają się znacznie lepiej, a już na pewno czyściej. Nawet lokalni mieszkańcy stali się bardziej sceptyczni. Niewykluczone, że właśnie ryglują swoje domy i zwiewają przed turystyczną szarańczą. Nadmorskie kurorty, nawet bez nas pękają już w szwach.

Palma
Palma to symbol beztroskiego wypoczynku. Kwintesencja egzotyki. Niezbędna jak słońce, woda i powietrze.

Kompleks

Typowy hotel all inclusive to przecież nie samotna wyspa. Wręcz przeciwnie, jest jednym z wielu obiektów w wielkim turystycznym kompleksie, który – tak na marginesie – nie ma nic wspólnego z prawdziwą wioską czy nadmorskim miasteczkiem. Jest sztucznie wykreowanym miejscem, o powstaniu którego zdecydowało usytuowanie i ceny ziemi. Rozległa plaża, niewielka odległość od lotniska, dobry dojazd.

Wyspa
Typowy hotel all inclusive to przecież nie samotna wyspa.

W takim miejscu, choćby to była pustynia, hotele pączkują jeden obok drugiego. Różniąc się co najwyżej skalą i odległością od morza. Wiadomo, w pierwszej linii najdrożej. To hotele molochy. Bloczyska. Tony betonu i szkła. Okno z widokiem na morze jest wszak najbardziej pożądane. Z basenem w roli głównej – urlopową agorą, wokół której toczy się hotelowe życie. Obowiązkowym barem serwującym drinki i rzędami łóżek do opalania. Z kortem, boiskiem, placem zabaw.

Plaża
Rozległa plaża, niewielka odległość od lotniska, dobry dojazd.

Pokoje w takim hotelu, to osobna historia. Są odbite z jednej matrycy. Łóżko, nocna szafka, biurko, krzesło, telewizor, okno, balkon (choć nie zawsze). Standard. W wersji superior – łóżko king size, w apartamencie dorzucą dwa fotele. Wystrój stanowi pomieszanie motywów morskich z wpływami biurowymi. Rządzi niebieski i biały. Ozdoby w rodzaju ręczników złożonych w łabędzie i tandetnych obrazków dopełniają klimatu.

Młyn

Hotel to przedsiębiorstwo. Młyn nastawiony na zysk. Nie ma więc co myśleć, że zapłaciwszy swoje za pakiet all inclusive doświadczy się jakości z najwyższej półki. Wprawdzie może nie trzeba będzie suszyć ręcznika na balkonie, bo wymienią go na nowy, w barze przy basenie rzeczywiście dostanie się margaritę gratis, a na szwedzkim stole znajdzie pięć rodzajów sera. Pytanie tylko: jakiego? Pomyślmy… Czy mając wyprawić przyjęcie dla tysięcy osób, lepiej zamówić prowiant w lokalnym gospodarstwie ekologicznym napędzanym wiatrem, gdzie kury od świtu do nocy skubią trawę na wolnym wybiegu, a nadgryzione przez robala jabłko swobodnie spada na ziemię, czy może raczej pojechać na giełdę i kupić owoce, choćby z Chin, byle tańsze?

Turkusowe morze
Hotel jest zadbany, zieleń soczysta, niebo błękitne, woda turkusowa, zabytki imponujące, widoki malownicze.

Z czystością też bywa różnie. Na pierwszy rzut oka wszytko wygląda cacy, ale jak się baczniej przyjrzeć… Farba tu i ówdzie odpada, brodzik ma jakieś podejrzane zacieki. A co robi ta łapka na szczury w kącie restauracji? O tym, co czai się w basenie, lepiej nie myśleć, choć z pewnością warto pytać, zanim wsadzi się do niego własne dziecko albo samemu zanurzy, by sączyć swoją darmową margaritę. Niech was zatem nie zwiodą cztery gwiazdki. Może się okazać, że ich blask już dawno przygasł.

Basen
Z basenem w roli głównej – urlopową agorą, wokół której toczy się hotelowe życie.

Mikroświat

Kompleks hotelowy stanowi zamkniętą, samowystarczalną całość. Kompletny mikroświat. Jest tu teoretycznie wszystko, czego dusza pragnie, a ciało potrzebuje. Tu się śpi, odpoczywa, bawi. Tu napoją i nakarmią. Zespół zatańczy, muzyka zagra. Nie ma potrzeby wychodzenia poza. Zresztą gdzie? Za siatką są najczęściej takie same hotelowe mikroświaty. Ba! Podobne mikroświaty rozsiane są po całym świecie. Czasami trudno się zorientować czy to jeszcze Majorka, czy już może Mauritius. I właśnie dlatego próżno szukać w nich prawdy o kraju.
All inclusive – wszystko zawarte w cenie? Poza jednym – autentycznością. Ta jest bezcenna.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.