Podróż w świat sztuki Beksińskiego

Zdzisław Beksiński od dawna zaskakiwał mnie swoją oryginalną sztuką. Jego oparte na niesamowitej wyobraźni, wprowadzające w klimat grozy, turpizmu i fantastyki obrazy, to jedne z najlepszych dzieł polskich twórców współczesnych. Cieszę się, że dzięki znakomitemu filmowi pt. „Ostatnia rodzina” Jana Matuszyńskiego, postać tego wielkiego artysty, zapomniana nieco po jego tragicznej śmierci, znowu wraca do świadomości odbiorców kultury. Przypadek sprawił, że w dzień premiery filmu znalazłem się w Sanoku i mogłem z bliska zapoznać się z twórczością tak znakomitego artysty, jak Zdzisław Beksiński w znajdującej się tam galerii jego prac.

Zdzisław Beksiński Obywatel Sanoka

W Sanoku byłem ponad 7 lat temu podczas objazdowej wycieczki po Podkarpaciu. Stanąłem przed drzwiami niewielkiej wtedy galerii prac Zdzisława Beksińskiego. Była to wystawa czasowa 27 prac artysty, urządzona przed planowaną rozbudową sanockiego zamku. Zabrakło mi wtedy czasu, żeby tam wstąpić i w spokoju obejrzeć obrazy polskiego mistrza. Chwilę potem Wzgórze Zamkowe w Sanoku przeszło rewitalizację, a w 2012 roku oddano dla zwiedzających rozbudowane skrzydło zamku, w którym umiejscowiono autorską ekspozycję ponad 600 prac Zdzisława Beksińskiego. W ostatni, ciepły piątek września nadarzyła się okazja jednodniowej wycieczki do Sanoka. W końcu mogłem dopełnić swoją wyprawę sprzed 7 lat i zwiedzić galerię, którą Zdzisław Beksiński ma w Muzeum Historycznym w Sanoku.

Związki artysty z Sanokiem były bardzo silne nie tylko z racji miejsca urodzenia. Rodzina Beksińskich związana była z miastem przez pięć pokoleń. Zarówno pradziadek, dziadek, jak i ojciec artysty mieli spory wpływ na miasto nad Sanem i jego wygląd. Dziadek Władysław był architektem (podobne wykształcenie odebrał jego wnuk Zdzisław!), jego autorstwa jest kilka charakterystycznych budynków Sanoka, na czele z tzw. Romerówką, przebudowanym ratuszem i rynkiem. Ojciec Stanisław także przyczynił się do współczesnego wyglądu miasta, był geodetą w sanockim magistracie.

Logo SFA
Sanocka Fabryka Autobusów, logo projektu Beksińskiego. Dzięki uprzejmości Autosan Sp. z o.o.

Najciekawsza historia wiąże się jednak z pradziadkiem Zdzisława, Mateuszem, który jeszcze w XIX wieku otworzył zakłady przemysłowe, dające podwaliny pod późniejszą fabrykę autobusów Autosan. Historia zatoczyła niesamowity krąg, 100 lat później Zdzisław Beksiński prawnuk został w Autosanie designerem, jak dziś byśmy powiedzieli, i pracował tam przez 10 lat, tworząc wiele projektów autobusów i mikrobusów. Niestety nie zostały one dopuszczone do produkcji seryjnej, na ówczesne czasy projekty były po prostu zbyt śmiałe. To co zostało po pracy Beksińskiego w zakładach, to logo Sanockiej Fabryki Autobusów jego pomysłu. Co prawda w ostatnich latach zmieniono je na to z charakterystyczną sylwetą lecącego bociana, ale oryginalne logo Beksińskiego wykorzystywano m.in. w znaczkach do przypinania.

Chociaż w 1977 roku Zdzisław Beksiński wraz z rodziną przeniósł się do Warszawy, gdzie w bloku przy ul. Sonaty 6 w Dolince Służewieckiej mieszkał i tworzył aż do tragicznej śmierci w 2005 roku, to pozostał bodaj najwybitniejszym, współczesnym obywatelem Sanoka, a ślady jego i jego rodu można spotkać w tym mieście na każdym kroku. Oprócz najbogatszej kolekcji dzieł artysty, testamentem przekazanych Muzeum Historycznemu, w Sanoku zobaczymy jeszcze naturalnych rozmiarów brązowy pomnik mistrza ustawiony na rynku. Tu znajduje się także gimnazjum i liceum, do którego uczęszczał, tu nad potokiem Płowieckim stał niegdyś dom Beksińskich, którego wyburzenie było przyczyną wyjazdu rodziny do Warszawy.  Zdzisław Beksiński ma w Sanoku rondo swojego imienia, nieopodal na Cmentarzu Centralnym znajduje się rodzinny grobowiec Beksińskich, w którym pochowani są dziadkowie, rodzice, małżonka i równie znany syn Zdzisława, Tomasz, tłumacz i radiowiec. Szlak rodu Beksińskich prowadzący przez najważniejsze punkty Sanoka związane z ich działalnością, można przejść w około 2 godziny, a każdy z ważnych punktów jest opisany na tablicach poglądowych ustawionych na symbolicznych sztalugach.

Romerówka w Sanku, budynek przebudował Władysław Beksiński, dziadek Zdzisława. W rogu budynku widać tablicę ustawioną na sztaludze, to punkt na sanockim szlaku Beksińskich.

W pracowni geniusza

Galeria Zdzisława Beksińskiego w Muzeum Historycznym umiejscowiona jest w nowo dobudowanym skrzydle sanockiego zamku i mieści się na czterech kondygnacjach. Rozbudowa budziła wiele kontrowersji wśród mieszkańców Sanoka, nawiązano po prostu stylem do istniejącego zamku. Moim zdaniem, niezbyt pasuje to do tematyki prac, które można obejrzeć w środku. Na zwiedzanie (wstęp tylko 12 zł!) należy przewidzieć przynajmniej dwie godziny. Z pewnością więcej czasu mogą tu spędzić wielbiciele sztuki, szukający bardziej precyzyjnych informacji o pracach artysty. Wiele dzieł opisanych jest w specjalnym multimedialnym przewodniku (co ciekawe, Zdzisław Beksiński nigdy ich nie tytułował), dostępnym w kilku terminalach na ostatnim piętrze ekspozycji, tuż obok tzw. sali sanockiej, gdzie prezentowane są rysunki i zdjęcia artysty z lat 50-tych i 60-tych, z czasów pracy w Sanoku. Na poddaszu znajdują się też gabloty z wczesnymi rysunkami, rzeźby, unikatowe obrazy na szkle oraz grafiki komputerowe. Na dwóch niższych kondygnacjach zgromadzono najbardziej znakomite dzieła malarskie Beksińskiego, zarówno te z tzw. okresu fantastycznego, jak i z ostatnich 20 lat pracy twórczej artysty, w tym unikatowy, ostatni obraz, ukończony w dniu śmierci malarza. Zwiedzaniu wystawy towarzyszy ulubiona muzyka artysty, m.in. Mahlera. Oprócz takich twórców, jak Bruckner, Skriabin czy Glass, Zdzisław Beksiński uwielbiał też pop, a nawet cięższe brzmienia, np. Budgie, czy Nazareth.

Ogólnie lubię muzykę, (…) zachwycony jestem raczej jej brzmie­niem, instrumentacją, natomiast utwory traktowane jako całość są dla mnie w większości wypadków nie dość ekspresyjne, nie dość naładowane uczuciem. W owym uczuciowym odbiorze muzyki pomaga mi piekielnie nagłośnienie pracowni — zawsze wszystko jest dla mnie nie dość głośne, na skutek czego nieustanne poszukiwanie wzmacniacza idealnego, który by nie zniekształcając dźwięku wyrywał zarazem futryny z okien. Badałem się, nie mam przytępionego słuchu, ale odczuwam potrzebę, by muzyka dosłownie miażdżyła lub rozrywała na strzępy. Okazuje się jednak, że po czternastogodzinnym nieprzerwanym słu­chaniu, tylko muzyka pozwala mi równocześnie przez cały ten czas malować i to na stojąco i nie zwracać w ogóle uwagi na zmęczenie — jest to stymulator silniejszy od kawy!*

Największe wrażenie w galerii robi odwzorowana w najdrobniejszych szczegółach warszawska pracownia artysty (dzięki sanockiej rekonstrukcji, pracowania została także świetnie ukazana w filmie). Zobaczymy tu nie tylko sztalugę, na której powstawały największe dzieła Beksińskiego, odczynniki, farby, ale także kolekcję jego płyt kompaktowych i książek. Niesamowicie prezentuje się zestaw aparatów fotograficznych i sprzętu komputerowego, którego pasjonatem stał się artysta pod koniec lat 90-tych.

Zdzisław Beksiński miał swoją pracownię na warszawskim Służewcu.
Warszawska pracownia Zdzisława Beksińskiego odtworzona na wystawie jego prac w Sanoku.

Artysta i jabłko

Zdzisław Beksiński jest autorem fotografii, rysunków, obrazów olejnych, ale także grafik komputerowych. Pod koniec życia artysta szalenie zainteresował się technologiami komputerowymi. Ponieważ jego obrazy trafiały już do prywatnych kolekcji i zaczął na nich dobrze zarabiać, inwestował w coraz to lepsze nowinki techniczne i w komputery. Trudno w sieci znaleźć opisy sprzętu, jakim dysponował Beksiński, ale dzięki uprzejmości Muzeum Historycznego w Sanoku, udało mi się co nieco dowiedzieć o maszynach używanych przez mistrza. Po śmierci Beksińskiego w jego mieszkaniu znaleziono cztery komputery. Dwa z nich pracowały w systemie Windows 98, z czego jeden miał mocno rozbudowane karty dźwiękowe i graficzne, do tego stopnia, że był niesamowicie ciężki. Prawdopodobnie artysta chciał używać tego komputera do pracy z zaawansowaną grafiką trójwymiarową. Świadczyć też mogą o tym książki eksponowane w pracowni, znajdziemy tam m.in. podręczniki do programów Maya i 3DStudio Max. Możliwe, że komputer ten miał także służyć do komponowania muzyki, o czym od dawna Zdzisław Beksiński marzył, ale po pewnym czasie zrezygnował z tego pomysłu, skupiając się przede wszystkim na malowaniu. Kolejny komputer miał zainstalowany system Windows 2000, a najmniejszy i najnowocześniejszy pracował pod Windows XP. Komputer ten służył nie tylko do przeglądania internetu i korespondencji, ale także jako komputer archiwizacyjny dla pozostałych jednostek. Dane przenosił Beksiński na pendrivach Sony o pojemności 500 MB, a kopie zapasowe najważniejszych prac trzymał w innych komputerach, zapisywał na płytach albo na dysku Jaz, popularnym na przełomie milenium. Oczywiście pojemność dysków nie robi dziś wielkiego wrażenia, każdy z komputerów mimo zespolenia kilku dysków, posiadał nie więcej niż 80 GB powierzchni dyskowej. Artysta działał głównie w programach Corel 8 i Photoshop (prawdopodobnie CS 8.0), korzystał też z tabletu graficznego i piórka. Do prac graficznych używał analogowego monitora Sony 21″ z lekkim przesterowaniem w stronę żółci i 17″ monitora Philipsa, a zdjęcia do przeróbek skanował skanerem Agfy Snapscan e40.

W końcu lat 90-tych, Zdzisław Beksiński używał nawet komputera Macintosh. Szybko jednak z niego zrezygnował, bo zbyt wiele kłopotu sprawiało wtedy zdobywanie odpowiedniego oprogramowania na komputery Apple. Zakupił więc komputer z systemem Windows 98. Zawartość komputera Macintosh częściowo skonwertował do plików tekstowych i zarchiwizował w pozostałych używanych komputerach.

Sprzęt używany przez artystę
Zdzisław Beksiński był wielkim zwolennikiem technologii komputerowych, sprzęt jakiego używał wystawiono w zrekonstruowanej pracowni artysty.

W świecie fantazji

Oglądanie wystawy prac Zdzisława Beksińskiego to prawdziwa wyprawa w krainę fantazji i niesamowitej wyobraźni artysty. Mnie w galerii czekała jeszcze jedna niespodzianka. Akurat ostatni dzień była możliwość skorzystania z ciekawej, multimedialnej prezentacji pod nazwą De Profundis. Dzięki aplikacji stworzonej przez studio 11th Dimension, można było dosłownie przenieść się w świat obrazów Beksińskiego. Za pomocą okularów Oculus Rift przez kilka minut wędrowałem po mrocznym, fantastycznym świecie, przeniesionym wprost z obrazów, które kilka chwil wcześniej oglądałem w galerii. Wrażenie było naprawdę niesamowite, a technologia trójwymiarowej grafiki sprawiała, że momentami czułem się, jakbym lewitował. Ta atrakcja z pewnością była warta 10 zł, doskonale dopełniła ona moją wycieczkę do miejsc związanych ze znakomitym artystą.

Fantastyczny, ale i przerażający świat wykreowany prze Beksińskiego, pokazywano w galeriach w Belgii, Austrii, a nawet w Japonii. Zdzisław Beksiński był jedynym europejskim twórcą, który miał swoją stałą wystawę w Narodowym Muzeum Sztuki w Osace. Twórczość sanoczanina inspiruje też wielu innych artystów. Do fascynacji obrazami polskiego malarza przyznaje się m.in. meksykański reżyser Guillermo del Toro, a echa świata tworzonego przez Beksińskiego z pewnością można znaleźć w jego „Labiryncie fauna”. Wizje artysty miały też odzwierciedlenia w filmowych horrorach, niepokojące postacie z prac Beksińskiego są uwielbiane przez miłośników tatuaży, a nawiązania do stylistyki dzieł mistrza pojawiły się nawet w grze Quake.

Zdzisław Beksiński, Obraz olejny
Jeden z najbardziej znanych obrazów Zdzisława Beksińskiego, widać go także w filmie „Ostatnia rodzina”.

Cieszyć się należy, że postać tego nietuzinkowego artysty i jego prace są przedmiotem książek, albumów, wystaw i filmów. Choć z pewnością sam Beksiński miałby problem z taką popularnością. Z licznych wywiadów i wspomnień ludzi, którzy go znali, jawi się bowiem obraz człowieka bardzo skromnego, a przede wszystkim ciepłego i wesołego. Podkreślają to też pracownicy Muzeum Historycznego, którzy podzielili się ze mną wrażeniami po premierze filmu. A ja utwierdziłem się w tym przekonaniu, oglądając fragment autentycznego nagrania mistrza w jego zrekonstruowanej pracowni, gdzie śmiejąc się opowiada zabawną anegdotkę o tym, jak chodził po Sanoku z pistoletem zatkniętym za pas, i który to pistolet wpadł mu do nogawki spodni. I taki obraz Zdzisława Beksińskiego wyniosłem z wystawy. Nie owładniętego szaleństwem schizofrenika o spaczonej wyobraźni, co mogą sugerować jego prace, ale wbrew pozorom, pogodnego oraz niezwykle płodnego i uniwersalnego twórcy o niesamowitym talencie. W końcu coraz mniej krytykowanego i coraz bardziej docenianego.

Galeria

*Z wywiadu Waldemara Siemińskiego ze Zdzisławem Beksińskim, miesięcznik „Nowy Wyraz”.

0 93 100 1

Ocena wycieczki

Jednodniową wycieczkę do Sanoka oceniam bardzo pozytywnie. W końcu zobaczyłem największy zbiór dzieł mistrza Beksińskiego. W dodatku wszystko zgrało się idealnie w czasie. Premiera filmu, multimedialna atrakcja i darmowa podróż w dwie strony. Na plus tej wyprawy na pewno mogę zapisać znakomitą pogodę, którą Sanok przywitał mnie pod koniec września.

93.333333333333%
Średnia ocena
  • Atrakcje miasta
    90%
  • Walory kulturowe
    100%
  • Oryginalność miejsc
    90%
  • Ceny
    80%
  • Dostępność zabytków
    100%
  • Ludzie
    100%