Co kraj, to obyczaj 1

Podróże od zarania dziejów miały jedną, niezaprzeczalną zaletę. Pozwalały podpatrywać kulturę innych krajów i najlepsze rozwiązania z danej kultury transferować do kraju własnego. Kiedy podróżuję, zwracam uwagę na różne ciekawe zachowania, procesy, patenty, systemy, zwyczaje. Wiele z nich przydałoby się w naszym kraju, ułatwiałyby nam życie, albo czyniły je ciut lepszym i weselszym. Moim zdaniem, pod tym względem króluje Japonia, kraj prostych i pomocnych rozwiązań. Ale w innych krajach także można podpatrzeć wiele ciekawostek. Zapraszam na przegląd najlepszych światowych rozwiązań, które z powodzeniem sprawdziłyby się w naszym pięknym kraju nad Wisłą.

Londyn – z własnym winem

Z bardzo ciekawą sytuacją spotkałem się w Londynie, mieście z kuchniami całego świata. Czasem londyńskie restauracje są ekskluzywne i drogie, czasem na kieszeń przeciętnego turysty. I jeśli taki turysta chciałby zjeść dobrą kolację, dajmy na to, wietnamską, a do tego wypić dobre wino, to może je przynieść do restauracji ze sobą! Nie wiem jak to działa, ale podejrzewam, że uzyskanie koncesji na sprzedaż alkoholu przez restauratorów jest drogie, natomiast nie ma zakazu spożywania alkoholu w lokalu bez koncesji. A zatem, po drodze do restauracji, wystarczy zajść choćby do ekspresowego Tesco, kupić butelkę czy dwie dowolnego wina, a w restauracji poprosić jedynie o kieliszki i można cieszyć się znakomitym jedzeniem popijanym własnym trunkiem tak, jak np. w tej wietnamskiej restauracji niedaleko Liverpool Street Station. Chociaż ostatnio spotkałem się w Londynie z tym, że za przyniesienie własnego wina restauracja zażądała dość sporej opłaty serwisowej, przekraczającej cenę butelki wina w sklepie, to i tak postuluję wprowadzenie prawa spożywania własnych trunków w polskich restauracjach.

Fukuoka – szacunek

Pobyt w Japonii może nas doładować nie tylko wieloma wrażeniami z podziwiania japońskiej kultury, ale także wieloma pozytywnymi uczuciami, którymi skutkuje kontakt z mieszkańcami Kraju Kwitnącej Wiśni. Nigdzie tak jak tu, nie doświadczyłem takiego szacunku w kontakcie z drugim człowiekiem. Japończycy nie chcą nikomu wadzić, jakże cudownie jest poruszać się więc miejską komunikacją, w której żaden z pasażerów nie wrzeszczy do swojego telefonu, albo nie ględzi przez całą podróż o przysłowiowej dupie Maryni. Japończycy nie znoszą głośno rozmawiać publicznie, a jeśli już muszą, zakrywają telefon dłonią. Tęsknię za taką ciszą w polskich środkach lokomocji. Japończycy są ponadto zawsze grzeczni, kłaniają się i traktują drugą osobę z wielkim szacunkiem. Czasem ten japoński kodeks honorowy aż onieśmiela. Wyobraźcie sobie, gdy pani kasjerka wydając resztę nie rzuca drobniaków na plastikową tacę, ale podaje monety ułożone w kupkę od największego do najmniejszego nominału, w dodatku podstawiając drugą dłoń pod naszą na wypadek, gdyby któraś niesforna moneta upadła. I jeszcze coś, scena, której nigdy nie zapomnę. Lot do Seulu, ekipa techniczna na płycie lotniska uwinęła się ze swoimi zadaniami, samolot zaczął kołować w stronę pasa startowego. Przez okno dojrzałem trzech dzielnych pracowników technicznych, którzy stanąwszy w rządku, po pas ukłonili się w kierunku okien samolotu, a następnie równocześnie zaczęli machać na pożegnanie. Może to wyuczone, może dziwne, ale cudownie genialne! No jaki pasażer nie uśmiechnąłby się na ten widok i nie poczuł bardziej odstresowany przed lotem, pożegnany takimi prostym gestem, który przecież nic nie kosztuje. Czekam na podobną postawę na polskich lotniskach!

Rozmowa w metrze
Pasażerowie w japońskich środkach transportu rozmawiają tak, aby nikomu nie przeszkadzać.

Palermo – jak na stoku

Uwielbiam jeździć autem po Sycylii. Mimo pozornego chaosu na drogach, zawsze czuję się tam bezpiecznie. Zawdzięczam to chyba specyficznemu stylowi jazdy Sycylijczyków, którzy często łamią przepisy, a mimo to nie widziałem tam spektakularnych kraks, a jedynie lekkie otarcia aut. Klasycznym przykładem sycylijskiego stylu jest wyjazd z drogi podporządkowanej. Jednak wiem, że na Sycylii można, a nawet trzeba się tego spodziewać. Zatem zawsze uważam jadąc drogą z pierwszeństwem przez sycylijskie miasteczka i nigdy jeszcze nie zaskoczył mnie wymuszający pierwszeństwo pojazd, a takich sytuacji już kilka było. Ale najfajniejsza jest zasada przeniesiona wprost ze stoków narciarskich. Na drogach Sycylii, to kierowca jadący za nami ma obowiązek uważać na nasze manewry. Świetnie to pasuje to tego beztroskiego charakteru Włochów. Jadą sobie, skręcają, często bez kierunkowskazu, wyprzedzają bez patrzenia w lusterka i nigdy nic się nie dzieje, bo zawsze czujność zachowuje ten, kto ma najlepszy przegląd sytuacji, bo patrzy przed siebie, a nie w lusterka. Może warto przetestować taką zasadę na polskich drogach?

Batumi – miasto po tartanie

Gruzja, jak pisałem, nie należy do krajów wysoce rozwiniętych. To dość biedny kraj w Azji, doświadczony czasami ZSSR oraz niedawną wojną z potężnym sąsiadem. Ale rozwiązania, które tam widziałem, nie powstydziłaby się żadna europejska stolica. Batumi dopiero staje się kurortem, miasto jest dość ponure, obskurne i niezbyt nowoczesne. Ale pośród dziurawych i krzywych chodników przez centrum i na nadmorskim deptaku biegnie świetna ścieżka rowerowa, uwaga, tartanowa! Ruchu rowerowego w Batumi nie widziałem, ale biegaczy owszem. Jakaż to musiała być przyjemność biec przez centrum miasta po miękkim tartanie! A w Polsce? Ścieżki biegowe i chodniki wyłożone są kostką brukową, po której bieganie grozi poważnymi uszkodzeniami stawów kolanowych. A tam gdzie zainwestowano w tartanowe bieżnie, czyli przy szkołach, przeważnie nikt nie ma do nich dostępu po godzinach pracy placówki. Ot paradoks, w biednej Gruzji tartan ciągnie się kilometrami przez miasto i nikt go nie pilnuje. W bogatej Polsce tartanową bieżnię zamyka się na cztery spusty. Tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał ją sobie zabrać do domu. Smutne.

Batumi
Nadmorska promenada w Batumi i ścieżka ciągnąca się dalej przez całe miasto.

Rzym – autobusy miejskie

To rozwiązanie jest tak banalnie proste i pragmatyczne, że aż trudno uwierzyć, że nie wymyślili go Niemcy, tylko bałaganiarscy Włosi. W autobusach kursujących po ulicach włoskich miast stosuje się prosty i skuteczny sposób wchodzenia i wychodzenia pasażerów. Wchodzimy do autobusu zawsze przednimi albo tylnymi drzwiami, tam gdzie widnieje napis entrata (wejście), a wychodzimy drzwiami środkowymi z napisem uscita (wyjście). Jeśli ktoś miałby problem ze zrozumieniem języka włoskiego, na drzwiach nalepione są też zrozumiałe na całym świecie tabliczki podobne to znaków drogowych zakaz wjazdu i nakaz jazdy prosto. Dzięki takiemu rozwiązaniu w środku autobusu nikt się nie przepycha, nie tłoczy przy drzwiach, jak to bywa w polskich autobusach. Wchodząc tylnymi drzwiami, pasażerowie przesuwają się bliżej środka, jeśli zamierzają wkrótce wysiadać, a jeśli nie mają biletu, mogą go kupić u kierowcy, wchodząc drzwiami przednimi. Podobne rozwiązanie funkcjonuje w Hiszpanii. Prawda, że proste?

Sajgon – tanie usługi

Niewątpliwą zaletą podróży do Wietnamu są bardzo niskie ceny. To chyba najtańszy kraj, jaki odwiedziłem. Ta dostępność cen dotyczy w zasadzie wszystkich usług, jakimi mogą być zainteresowani turyści odwiedzający Wietnam. A Wietnam usługami stoi. Chcesz jeść i pić, kupujesz na ulicy bardzo tanie jedzenie (5 zł za talerz krewetek) i popijasz piwem (80 gr za butelkę), a na deser zajadasz ananasa (60 gr za cały owoc). Chcesz jechać, łapiesz taksówkę (5 zł za kilka km jazdy). Chcesz spać, znajdujesz tani hotel (5 dolarów za osobę). Brudne ubrania, idziesz do pralni (1 dolar za 1 kg), a jeśli te ubrania się już znudziły, kupujesz nowe (od 5 zł za koszulkę). Chcesz masaż, znajdziesz nawet tajski (20 zł za godzinę). Potrzebujesz okulary, kupisz je tanio w sklepie optycznym razem z badaniem wzroku (od 100 zł). Postanowiłeś spontanicznie ożenić się z Wietnamką, garnitur wg najnowszej mody uszyjesz na miejscu (od 100 zł). Zamówisz też jedwabną koszulę na miarę (20 zł za metr jedwabiu) i dokupisz krawat (15 zł za sztukę). Chcesz naprawić buty, idziesz do szewca i wydajesz grosze na naprawę. Oczywiście ma to swoje negatywne i ciemne strony. Wietnam to kraj rozwijający się, ale biedny, a Wietnamczycy naprawdę bardzo ciężko pracują, aby przeżyć. Z drugiej strony, tam nic się nie marnuje. W Wietnamie można jeszcze skorzystać z usług, które w Europie już odchodzą do lamusa, bo bogaci Europejczycy wolą kupić nowe buty, niż naprawiać stare.

Jedwabne krawaty
Hoi An w Wietnamie słynie z zakładów krawieckich. Można tam zamówić koszulę i garnitur, a także dokupić jedwabny krawat.

Sztokholm – ekologiczny raj

Skandynawia ekologią stoi, a rzeczom zawsze daje się tam drugie życie. Nawet jeśli miałoby się ono skończyć w piecu. Segregacja śmieci, recycling, kompostowanie, biogaz, czyste spalarnie, odnawialne źródła energii, a przede wszystkim proekologiczna legislacja i  konsekwentna polityka edukacyjna. I to widać przede wszystkim na ulicach Sztokholmu. Są one zamykane dla samochodów, króluje transport rowerowy, na ulicach nie zalegają śmieci (które Szwecja importuje z innych krajów, aby mieć co spalać i zamieniać na energię). Szwecja ma też bardzo ambitny plan, aby do 2030 roku uniezależnić się od importu paliw. Rozwija więc swój program energetyczny, stawia np. na etanol oraz paliwo gazowe CNG. A co ciekawe, silniki do szwedzkich samochodów, które spalają gaz CNG, produkowane są przez Volkswagena w podpoznańskim Antoninku. I dlaczego nie można by tak w naszym kraju?

Tokio – parking dla parasolek

W Japonii funkcjonuje tak wiele niesamowicie praktycznych rozwiązań, że starczyłoby na osobną historię. Tym czasem, co powiecie na parking dla… parasolek? Tokio to dość deszczowe miasto, lepiej nie ruszać się bez parasola. No a przecież takiego mokrego parasola nie wniesiemy do biura czy sklepu. A więc zostawiamy go przed wejściem na specjalnym stojaku. Zabieramy swój numerek (podobny do żetonu w wózkach sklepowych), a parasol grzecznie czeka aż po niego wrócimy wychodząc z pracy. Ale to nie wszystko! W Japonii funkcjonuje ogólny system udostępniania parasolek. Jeśli nie mamy swojego (kto by leciał do Japonii z parasolem?), to wystarczy przejść się po ulicy i „pożyczyć” pierwszy, wolny parasol, jaki zauważymy. Warunek jest jeden, gdy przestanie padać, odwieszamy parasol w jakimś widocznym, dostępnym miejscu, aby służył kolejnemu pieszemu. Genialne!

Parasolki
Stojak na parasolki pod biurowcem w Tokio.

Santiago – przekąska w busie

Piwo jasne, piwo! Pamiętam, jak niegdyś na odcinku z dworca Warszawa Wschodnia do Warszawa Centralna, przez skład pociągu przebiegali zmęczeni życiem panowie, krzycząc na cały wagon, co mają w torbach tachanych na ramieniu. W Chile poszli o krok dalej, a może lepiej. Co prawda nie chodzi o piwo, ale na wielu trasach autokarowych (a Ameryka Południowa autobusami dalekobieżnymi stoi) przyjęło się, że autobus zabiera z umówionego przystanku handlarza przekąskami. Ów handlarz wchodzi do autobusu i przechadza się po nim, oferując różne ciekawe, lokalne przekąski, takie, które mogą umilić nam daleką podróż. Jeśli ktoś chce, kupuje. Chwilę potem autobus zatrzymuje się na kolejnym umówionym przystanku i handlarz wychodzi. Na Filipinach funkcjonuje cały system, handlarze wsiadają na jednym przystanku, wysiadają na drugim, skąd zabierają ich autobusy powrotne. I tak ten oparty na rozkładzie jazdy autobusów biznes się kręci. W Polsce drogi są coraz lepsze, sieci autobusowe rozwijają się jak szalone, ale jadąc w dłuższą trasę nie uświadczysz takiego autobusowego kramiku z przekąskami, a szkoda.

Tokio – śpiew ptaków

Zima, wstajesz rano, noc. Wleczesz się na przystanek, najbrzydszy, szary przystanek w okolicy, np. stacja metra Politechnika. Trupie światła, tłumy ludzi na całym peronie, ścisk w wagonach i nagle… słyszysz śpiew ptaków! Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak, w środku zimy na Twoim przystanku śpiewają słowiki! Tak jak w Japonii. Na każdej stacji, na każdym peronie, z głośników dobiegają delikatne ptasie trele. Tak było przynajmniej w lecie, kiedy odwiedzałem Japonię, ale zakładam się, że te elektroniczne ptaki są całoroczne. No dobrze, też wolę żywą naturę, ale Japończycy mają fioła na punkcie elektroniki, a skoro z ich wielkich metropolii ptaki już dawno pouciekały, to dlaczego by nie odtworzyć ich dźwięków dzięki postępowi i ludzkiej myśli? Znakomity pomysł, szczególnie, że w naturze ptaki śpiewają tylko latem, a tak, możemy ich słuchać cały rok. Czyż nie milej jechałoby nam się do szkoły czy pracy, gdyby co rano, na naszym ponurym przystanku powitał nas śpiew skowronka? Ja byłbym cały w skowronkach, postuluję o taką atrakcję na polskich stacjach i przystankach!

Dworzec
Japońskie dworce, to wzorcowa organizacja, elektroniczne ułatwienia i śpiewające ptaki.

W drugiej część historii pt. Co kraj, to obyczaj, przybliżę jeszcze kilka ciekawostek z Azji. A potem zajmiemy się tymi zwyczajami, których za żadne skarby nie chcielibyśmy mieć w Polsce. Zaglądajcie więc na Antytrip.pl i na nasz profil na Facebooku.