Wydawanie w Mediolanie

Amok zakupów, wariactwo wydawania, mania marek, dyktat mody. W okolicach Il Duomo – słynnej mediolańskiej katedry, na Corso Venezia, czy w Galerii Wiktora Emanuela II – rzeka ludzi. 

Wartko sunie po chodnikach, nie zważa na ulice, rozlewa się po placu, jednak tylko po to, by za chwilę niczym fala tsunami zalać sklepy i butiki, wypełnić piętra, oblać stoiska, zmieść wieszaki i zatopić przebieralnie.

Dodatki do toreb

Stolica mody i zakupów – określenie, które niczym łatka przylgnęło do Mediolanu, nie jest w niczym przesadzone. Tu się kupuje. Wybiera i przymierza, by w końcu wydać i mieć. Torbę Louis Vuitton, szpilki od Laboutina, kieckę od Max Mary, a może i kapelusz od samego Borsalino. Tysiące eleganckich usztywnianych papierowych toreb z gustownymi znakami luksusowych marek przemieszcza się ulicami w rękach nowych właścicieli. Toreb różnej wielkości, w kolorach zawsze stonowanych, samotnych albo wręcz przeciwnie, w licznym i doborowym towarzystwie. Toreb, dla których ludzie zdają się być tylko praktycznymi dodatkami. Nie wiedzieć zresztą czemu tak kurczowo przyczepionymi do ich rączek. Przyglądając się temu z boku ma się wrażenie, że większość osób przybyła do Mediolanu tylko po to, by wywieść stąd swoją własną wypchaną papierową torbę, a do majestatycznej katedry zajrzeć jedynie przy okazji i wyłącznie dlatego, że gdziekolwiek by nie iść, nie sposób ją ominąć.

Galeria Wiktora Emanuela II.
Tu serca biją szybciej i mocniej płoną oczy.

Dwie świątynie

Galeria Wiktora Emanuela II i katedra Narodzin Św. Marii. Świątynia handlu i świątynia Boga stoją obok siebie. Obie imponujące. Konkurują ze sobą rozmiarami. Obie zachwycające. Wyjątkowością architektury i bogactwem dekoracji. Obydwie są celem pielgrzymek. Jedna – wyznawców kultu mody, druga – kultu świętych. Ci pierwsi pielgrzymują do salonów Prady i Versace. Ci drudzy do krypty św. Karola Boromeusza.

Neoklasyczna Galeria Wiktora Emanuela II to największy i najstarszy dom handlowy w Mediolanie. Centralny pasaż zbudowany na planie krzyża, na przecięciu dwóch naw zwieńczony jest imponującą szklaną kopułą. Mozaikowa posadzka, dekoracyjne malowidła, bogata ornamentyka. Jednak niewielu, żeby nie powiedzieć prawie nikt, zważa na te wspaniałości, zastyga pod wrażeniem doskonałości architektury i jej oprawy. Tu liczy się treść, nie forma. Materiał, nie materia. Marka, nie sztuka. Króluje przepych, luksus i nadmiar. Najlepsi projektanci, najdroższe restauracje, nawet nie 5- a 7-gwiazdkowy hotel! W świątyni handlu żądza posiadania znajduje swe materialne zaspokojenie, a marzenia się spełniają. Panuje tu tłok, ścisk i harmider. Ludzie ocierają się o siebie i potrącają, ale zdają się wzajemnie nie zauważać. Jedni błędnym wzrokiem omiatają szyldy i witryny sklepów, skanując spojrzeniem towary, inni tylko wzdychają z rozmarzeniem.

Katedra w Mediolanie
Gotycka katedra Narodzin św. Marii to największy kościół w Mediolanie.

Gotycka katedra Narodzin św. Marii to największy, choć nie najstarszy kościół w Mediolanie. Nazwać ją niezwykłą, to powiedzieć zarazem wszystko i nic. Bo mediolańska katedra to coś więcej niż potęga i blask architektury. Więcej niż liczby szeregujące ją wśród największych kościołów świata. Więcej niż historia i niż ludzie, którzy ją tworzyli: św. Augustyn, który z rąk św. Ambrożego przyjął chrzest we wczesnochrześcijańskim baptysterium pod katedrą, św. Karol Boromeusz, który w 1572 r. świątynię konsekrował, czy Napoleon, którego w 1805 r. koronowano tu na króla Włoch.

Nazwanie jej gotycką – to daleko idące uproszczenie, bo w budowanej od 1386 r., przez ponad 600 lat, świątyni mieszają się różne style i rozmaite wpływy. Za rozczłonkowaną koronkową fasadą będącą połączeniem gotyku z elementami barokowym i klasycystycznymi kryje się imponujące wnętrze. Najwyższa nawa główna, dwie niższe nawy boczne i jeszcze dwie najniższe – zewnętrzne tworzą schodkowy układ, dzięki któremu każda z naw ma własne oświetlenie, a wnętrze jest jasne i przestrzenne. Zapomnijmy jednak na chwilę o architekturze, ludziach i historii. Warto spojrzeć na to miejsce bez uprzedzeń wiedzy. Zatrzymać się. Nabrać powietrza, poczuć zapach, uwolnić myśli. Zapatrzeć. Zastygnąć. Choć może jeszcze nie na wieki.

Katedra w Mediolanie. Fasada boczna.
Sacrum i profanum. Uliczna reklama ubrań na ścianie… katedry.

Memento mori

Do wejścia do katedry stoi kolejka. W środku jednak tłumów nie ma. Ludzie nikną w jej ogromnej przestrzeni, koncentrując się jedynie przy szklanych sarkofagach kościelnych dostojników ustawionych w nawach bocznych i krypcie pod prezbiterium, gdzie na widok publiczny wystawione są doczesne szczątki św. Karola Boromeusza. Zdobne w złoto i purpurę szaty niczym kamienne płyty okrywają zmumifikowane zwłoki. Kontrast pomiędzy poczerniałymi z upływu czasu szczątkami a wciąż „żywymi” barwami stroju jest uderzający. Materiał trwalszy niż ciało… Czy to jednak do kogokolwiek tu dociera? Czy robi wrażenie na kimś, kto pomiędzy zakupem drogiego krawatu a kolacją z winem i spaghetti zrobił sobie selfie ze świętym? Zmarłych utrwala się w tysiącach ujęć. Zatrzymuje w kadrze, tak jakby niedostatecznie byli już zatrzymani. Wydaje się, jak gdyby w całej tej wspaniałej świątyni nie było nic bardziej przyciągającego niż te wymowne dowody na istnienie śmierci. Memento mori – pamiętaj, że umrzesz. I co z tego? – zdają się mówić rozbawione twarze ludzi zgromadzonych na ogromnym placu przed Il Duomo. Zadbanych mężczyzn, wystylizowanych kobiet. Modnej młodzieży. W twarzowych okularach, mięsistych płaszczach, świetnych butach i drogiej biżuterii. Szykownych i eleganckich. Czy wszyscy modni tego świata zjechali właśnie do Mediolanu, na ten plac? Przystanęli na chwilę, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie przed katedrą, bo to takie malownicze tło i od razu wiadomo, że się naprawdę tu było, by za chwilę ulec szaleństwu. Wskoczyć do przepływającej niestrudzenie ludzkiej rzeki i dać się ponieś na ocen zakupów. Carpe diem! Chwytaj dzień! Łap okazje!

Co jeszcze zobaczyć?

Mediolan to moda, design, targi, AC Milan, La Scala, katedra i Ostatnia Wieczerza Leonardo da Vinci. Poza tym pustka. Przynajmniej w głowie. To nie wieczne miasto Rzym, do którego prowadzą wszystkie drogi, niezwykła Wenecja, zabytkowa Florencja, czy Neapol, po zwiedzeniu którego choćby umierać. Jest jakiś taki niewłoski w naszym „włoskości” rozumieniu. Za bardzo północny i bogaty, zbyt dynamiczny i nowoczesny. Nie przytłacza zabytkami, nie poraża historią, nie kusi klimatem. Prawie wszystko, co w Mediolanie wartościowe znajduje się w obrębie Centro Storico – historycznego centrum miasta. A oto, co warto zobaczyć:

  • panoramę miasta z dachu katedry, na który można wejść schodami albo wjechać windą;
  • kościół Santa Maria della Grazie, nie tylko ze względu na „Ostatnią wieczerzę” Leonardo da Vinci, ale również znakomity renesans spod znaku Donato Bramantego;
  • potężną romańską bazylikę św. Ambrożego z mauzoleum świętego;
  • Pinakotekę Brera ze świetną kolekcją malarstwa północnych Włoch;
  • mecz AC Milan na San Siro z jego niepowtarzalną atmosferą.

Galeria

0 67 100 1

Dobry na weekend

Mediolan jest drugim pod względem wielkości miastem Włoch, ale w zestawieniu miast najbardziej interesujących nie umieścilibyśmy go nawet w pierwszej dziesiątce. Świetnie odnajdą się tu zamożni zakupoholicy i fani futbolu. Reszcie polecamy Mediolan jedynie na krótki weekendowy wypad.

67.5%
Średnia ocena
  • Zakupy
    80%
  • Ceny
    40%
  • Atmosfera
    70%
  • Zabytki
    70%
  • Transport
    70%
  • Bezpieczeństwo
    75%