Wycieczka do Nibylandii

Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego państwa San Escobar! Jest San, San Marino – można by sparafrazować klasyka. No ale jak to nie ma San Escobar, skoro państwo ma legalnie wybrane władze państwowe, własną armię, nawet flagę, ponadto stałe połączenia lotnicze z Warszawą, tor Formuły 1, strony w serwisach społecznościowych, a ostatnio jego obywatele brali udział w finale WOŚP. Wizerunek San Escobar wyłaniający się z krążących w sieci pocztówek, to idylliczny raj. Kraj słynie z pięknych plaż, porośniętych tropikalną roślinnością gór Sierra Corleone, wysokiej średniej temperatury rocznej i wspaniałych zabytków w stolicy Santo Subito. Aż chciałoby się w tym karaibskim raju zaszyć na emeryturze, zwłaszcza na ciągnącej się w nieskończoność, bezludnej plaży o nazwie Esperal. Można się śmiać, ale internetowy fejm z zabawnej wpadki ministra spraw zagranicznych ma drugie dno. Są bowiem na świecie państwa istniejące teoretycznie. Pomijając takie prywatne twory, jak Kabuto pod Radomiem, czy Liberland położony między Chorwacją i Serbią, w samej Europie mamy Cypr Północny i Kosowo, których istnienie kwestionują państwa członkowskie ONZ. Podobne problemy ma choćby Abchazja, Osetia Południowa i Republika Chińska. Nie uznawane na arenie międzynarodowej są Górny Karabach, Naddniestrze, Somaliland i Państwo Islamskie. Jedne państwa powstają, inne znikają. Sam mam w paszporcie pieczątkę nie tylko nie uznawanego Tajwanu, ale także pewnego mocarstwa, z którym niegdyś sąsiadowaliśmy. Zresztą nie trzeba szukać daleko. Jeszcze rok temu nawet Polska była państwem teoretycznym. Ale już nie jest. Na pewno? Patrząc na poczynania aktualnej dyplomacji, coraz łatwiej można sobie wyobrazić, że nasz kraj nie jest uznawany przez Unię Europejską i ONZ, odcięty od świata i głównego nurtu historii. Obyśmy tylko śmiejąc się z wpadki ministra nie przegapili tego momentu. No ale przynajmniej moglibyśmy się wtedy pocieszać, że humor w narodzie nie ginie. Słoneczne pozdrowienia z San Escobar!