Pustkowie smauga

„Leży tu olbrzymi smok, pogrążony w głębokim śnie, z paszczy i z nozdrzy dobywa się pomruk i kłęby dymu” – pisał dokładnie 80 lat temu Tolkien. Słowa autora „Hobbita” wyjątkowo trafnie opisują sytuację nad polskimi miastami. Oto smok, smaug, smog, zaatakował w mroźne dni z wyjątkową mocą, kłębami trującego dymu spowijając naszą krainę od morza aż do gór. Smaug panoszył się tu już od dawna, ale kolejne rządy w ogóle nie zaprzątały sobie nim głowy. Aż w końcu żrący dym z paszczy gadziny spowił warszawskie sypialnie, pyły zawieszone w powietrzu zniewoliły Kielce, zasłoniły panoramę Katowic i Gliwic, a w królewskim Krakowie już nawet smok wawelski przestał być symbolem i ustąpił miejsca smaugowi. Lecz oto objawił się wybawca, który niczym Bard Łucznik z tolkienowskiego Śródziemia chce pokonać bestię. Podstępem odetnie potwora od zasilania, a raczej od paliwa, zwłaszcza tego najgorszej jakości. Ten bohater na naszym podwórku zwany rządowym programem „Czyste powietrze”, plan ma genialny: wynagrodzi bowiem każdemu, kto smauga swymi spalinami karmi, dopłatą do wymiany pieca na urządzenie nowszej generacji. Kto zaś odpór bestii postawił już dawno i to z własnej krwawicy, ten frajer. Mógł bowiem podrzucać trujące paliwo w powietrze, aż do ogłoszenia programu dopłat. A wystarczyło wziąć przykład z kwitnących zielenią i czystym powietrzem, zamorskich krain Skandynawii, gdzie każdy prawy rycerz przyczyniający się do zwalczania smauga, otrzymuje zniżki, dopłaty i inne skarby. Gdyby król u nas rządził mądry acz surowy, to każdy mieszczanin domostwo kopciuchem opalający dostałby wybór prosty: samodzielna wymiana pieca lub mandat w wysokości podobnej inwestycji. Mieszczanin, któren ze smaugiem walczył od lat za własne, zadowoliłby się choćby zniżką na gaz, obniżką podatku czy darmowym biletem komunikacji miejskiej. Lecz to, co w cywilizowanych krainach normalne, w naszej krainie jest fantastyką. Oby ta bajka nie skończyła się tak, że wkrótce obudzimy się na prawdziwym pustkowiu.