Sztuka przechodzenia

Przechodzenie przez jezdnię to prawdziwa sztuka i w kwestii tej nie ma określonych standardów, co kraj, to obyczaj. Na przykład w Wietnamie przejścia dla pieszych istnieją, ale przechodzi się w dowolnym miejscu ulicy. Oczywiście jeśli ktoś potrafi, bo w tym kraju to prawdziwe wyzwanie. Przejść na drugą stronę wietnamskiej ulicy, to jak włożyć kij w nurt rzeki. Dosłownie, do pokonania jest bowiem rzeka motorowerów i skuterów, a przejść można tylko wchodząc w ten nurt jadących motorynek. Nie można się zatrzymywać, nie można robić nagłych ruchów, po prostu trzeba spokojnie przechodzić, niemalże zanurzyć się w rzece pojazdów. Zgoła inne doznania gwarantuje najsłynniejsze przejście dla pieszych w Tokio, z pięciokrotną zebrą. Tu sytuacja jest wręcz odwrotna, to przechodnie zalewają swoją masą skrzyżowanie, w każdym możliwym kierunku tego dziwnego przejścia idą tłumy ich. Swoje tradycje w przechodzeniu przez jezdnię mamy oczywiście i my. W Olsztynie najdłuższa zebra ma dwadzieścia metrów, w Sieradzu, ponoć aż sto! Najdroższe przejście to słynna kładka nad rondem w Rzeszowie za jedyne 12 mln zł. No i przechodzić też trzeba u nas umieć. Bo co i rusz jakiś przechodzień wpadnie na przejście, gapiąc się w telefon. To z kolei kierowca wyprzedza inny pojazd na zebrze. Ileż to filmów z miejskich kamer skierowanych na przejścia już widzieliśmy. Całkiem niedawno był też film z przechodniami. Ministerialnymi. Raźno maszerowali przez ulicę, mówiąc po poznańsku, na szagę. Na pewno nie chcieli dopuścić się obrazy barw narodowych, bo jak sugeruje pewien radny osiedlowy ze Szczecina, deptanie biało-czerwonych pasów jest wręcz obrazoburcze. Tylko co by pomyślał Chopin, gdy ktoś skacze po klawiszach fortepianu namalowanych na przejściu przez Emilii Plater w Warszawie? Albo fani Republiki, kiedy patrzą na słynną okładkę płyty Beatlesów, tak normalnie przechodzących po czarno-białych pasach Abbey Road w Londynie? Cóż, przechodząc przez jezdnię trzeba patrzeć nie tylko na boki, ale i pod nogi.