Dzień Śmiechały

Podróżowanie zmusza do improwizacji. Szczególnie, jeśli nie potrafimy się porozumiewać w języku mieszkańców jakiegoś kraju. Wtedy w sukurs przychodzi język gestów. Zaskakujące, jak skuteczny jest to sposób komunikacji. Gdy kupowałem kiedyś ananasa na wietnamskiej ulicy, trzema prostymi gestami pokazałem sprzedawczyni czego oczekuję. Za chwilę dostałem obrany i pokrojony w plasterki soczysty owoc. Rozmawiając na migi trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy, dodaniu do konwersacji najbardziej uniwersalnego na świecie gestu – uśmiechu. Tak, bo uśmiech otwiera drzwi, pomaga wykaraskać się z nieprzyjemnych sytuacji, załatwić nocleg, podwózkę, strawę, a czasem nawet więcej. Uśmiechając się życzliwie podczas rozmowy, często otrzymuje się nie tylko uśmiech zwrotny, ale jeszcze dodatkowy bonus, a to ciekawostkę o danym miejscu od tubylca, a to jakiś egzotyczny owoc do spróbowania, a to pomoc w znalezieniu drogi. A poza tym przecież podróżując z uśmiechem przez świat i przez życie człowiek czuje się o wiele szczęśliwszy. Wiedzą chyba o tym mieszkańcy Tajlandii zwani najszczęśliwszym narodem na świecie. Faktycznie, tyloma bezinteresownymi uśmiechami ile można otrzymać od Tajów, nie obdarza chyba żaden inny naród na świecie. Ich uśmiech jest taki zwykły, codzienny, spotkanie oczu, oderwanie się na chwilę od swoich spraw. Prawie jak przywitanie, jak nasze dzień dobry. Jakiej to daje pozytywnej energii w podróży po tym zakątku świata! Ale i podróżowanie po Europie pozwala trenować ten uniwersalny wyraz twarzy. Mam wrażenie, że mieszkańcy Europy Zachodniej bardziej od nas cieszą się życiem, częściej się uśmiechają. Na pewno znowu będą się śmiać w prima aprilis czy w anglosaski Dzień Głupca, święto obchodzone na całym świecie. Ludzie wtedy żartują, śmieją się, cieszą, bawią. Także i w Polsce. I chociaż chciałbym, aby mieszkańcy naszego kraju mieli dla siebie więcej sympatii nie tylko od święta, to przynajmniej z okazji prima aprilis po prostu uśmiechnijmy się do siebie wzajemnie.