Status quo

Znowu Wielkanoc, czas pokoju i życzliwości dla drugiego człowieka. Ale chyba nie w polskim, konserwatywnym wydaniu. A przecież konserwatyzm nie równa się ksenofobii. Doskonale widać to w pewnym ciekawym miejscu na świecie. A żeby było świątecznie i religijnie zarazem, to zapraszam do Jerozolimy, miasta trzech wielkich religii. W Jerozolimie znajduje się Meczet Al-Aksa, najważniejsza po Mekce i Medynie świątynia islamu, najświętsze miejsce dla Żydów, pozostałość po Świątyni Jerozolimskiej, czyli Ściana Płaczu oraz chrześcijańska Bazylika Grobu Pańskiego. Zwiedzać Jerozolimę, to jak gotować się w tyglu. Wielu religii, rozmaitych styli w architekturze, kilku dzielnic. Spokojnej żydowskiej, z synagogami, chrześcijańskiej z Bazyliką Grobu Pańskiego, pełnej klasztorów ormiańskiej i hałaśliwej muzułmańskiej. Pod stacjami Drogi Krzyżowej modlą się pielgrzymi chrześcijańscy, obok nagabują muzułmańscy sklepikarze, dalej przemyka ortodoksyjny Żyd. Poplątanie z pomieszaniem, a do tego niezły dysonans poznawczy, zwłaszcza dla Polaka, wychowanego w duchu religii katolickiej. Jerozolima bowiem nijak nie ma się do biblijnych obrazków, czy scen z filmów religijnych. No bo czy przeciętny, polski katolik wyobraża sobie, aby ostatnia droga Chrystusa przebiegała wśród hałaśliwych straganów i to muzułmańskiej dzielnicy? Albo, żeby w Grobie Pańskim dominowała ornamentyka prawosławna? Ale mimo tego kociokwiku, w Jerozolimie wszystko wydawało mi się być na swoim miejscu, Może to dzięki starej, łacińskiej zasadzie status quo, wg której Bazyliką Grobu opiekują się na równych prawach przedstawiciele trzech odłamów chrześcijańskich: katolicy, Grecy, Ormianie i dodatkowo egipscy Koptowie. W moim przekonaniu status quo sięga o wiele szerzej, na wszystkie religie w Jerozolimie. Dzięki prostej i uniwersalnej zasadzie, wyznawcy tych religii dobrze się tam uzupełniają, rozumieją i szanują. Jerozolima to przykład na to, że konserwatywna zasada może być w swym założeniu bardzo humanistyczna.