Przykładnie szanuj zieleń

Kiedy tylko poruszam w towarzystwie problem ekologii, mam wrażenie, że jestem postrzegany niczym ekoterrorysta. Zastanawia mnie dlaczego za zwykłą odpowiedzialność za nasze najbliższe otoczenie, ktoś potrafi przyklejać krzywdzącą łatkę ekologicznego oszołoma. A to przecież nie tak. Lubię kiedy ludzie mówią o ekologii i ekologicznie postępują, bo uważam, że jest to wyraz ich dobrego wychowania. Świadomość ekologiczna kształtuje się przecież od najprostszych, ale skutecznych metod wychowawczych opartych na zakazach. Któż z nas nie pamięta tabliczek w trawniku z hasłem „Szanuj zieleń”. Albo kto zaprzeczy, gdy rodzice uczyli wyrzucać śmieci do śmietnika. To było naprawdę skuteczne, ale dziś skuteczniejsze są media. Niestety nie zawsze w dobrej wierze. Jakże medialna stała się przecież decyzja prezydenta USA, kraju potężnej gospodarki i największego światowego truciciela, o wycofaniu się z porozumienia klimatycznego w Paryżu. Przemilczano zaś informację o tym, że franciszkanin Stanisław Jaromi został Człowiekiem Roku Polskiej Ekologii. Niestety przykład idzie z góry, a nie z dołu. Jeśli taki prezydent supermocarstwa może robić sobie z ekologią, co chce, to przecież tym bardziej możemy tak postępować my, malutcy. A to, że pewien zakonnik wykonuje pracę u podstaw, promując ekologiczną encyklikę papieża, jest już mniej ważne. Wszak jest równie maluczki jak my i nie występuje w telewizorze w roli głowy państwa. Dlatego mam wielki szacunek do tych, którzy udowodnili, że nie tyle są ekologicznymi oszołomami, a zwyczajnie mają dobre maniery. Niezależnie od tego czy piastują najwyższe stanowiska, jak prezydent Francji, czy są tylko uczestnikami festynu z okazji Światowego Dnia Ziemi. Świetnie, że jednak jest sporo maluczkich, którzy ekologię traktują jak coś normalnego, słusznego, potrzebnego. Cieszę się, że tak tłumnie wzięli udział w festynie na Polu Mokotowskim w Warszawie. Pozostaje tylko brać z nich przykład, bo dziś o dobry przykład do naśladowania coraz trudniej.